Już za dwa tygodnie w wielkim finale drugiej ligi zmierzą się Tigers i Steelers

Poprzeczka po półfinałach pierwszej ligi została zawieszona bardzo wysoko. O powtórzenie emocji towarzyszących konfrontacji Miners- Eagles nie było łatwo. Sobotni pojedynek Torped z Hutnikami po części sprostał oczekiwaniom kibiców. Tygrysy natomiast całkowicie zdominowały Sowy.

 

Numero Uno- Zagłębie Steelers Interpromex

Szymon Widera od początku rozgrywek przyglądał się poczynaniom swoich zawodników z dużą nerwowością. Został z niego zdjęty obowiązek prowadzenia drużyny- trenerem jest Mirosław Banasik- kwestie organizacyjne i finansowe nadal jednak pozostają jego domeną. Wielokrotnie rozmawiałem z Szymonem i za każdym razem, gdzieś w tle pojawiał się temat głównego sponsora drużyny. W drugim sezonie Hutnicy zostali zobligowani do awansu ligę wyżej. W sobotę zrobili krok milowy by osiągnąć strategiczny cel- zaspokoić oczekiwania kibiców, sponsora i przede wszystkim samego Widery.

 Powtórzyć sukces sprzed roku

Rok temu swój najlepszy sezon w historii rozegrała pewna bardzo zasłużona dla polskiego futbolu drużyna. 1.KFA Fireballs, bo o nich mowa, mieli spokojnie zwyciężyć w półfinale beniaminka i dalej kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Brak "Taliba" to nie jedyny powód porażki. Torpedy zagrały wówczas znacznie lepszy mecz i zasłużenie awansowały do finału rozgrywek. Obecny sezon, choć z końcówką a'la Hitchcock, sprawił iż drugi rok z rzędu łodzianie awansowali do najlepszej czwórkii. Tym razem nie byli skazywani na pożarcie- wprost przeciwnie na własnym obiekcie określano ich mianem faworytów. Steelers natomiast w 2008 zakończyli rywalizację na 3 miejscu, pozycji która nie premiowała awansem. Przegrali rywalizację z.... Torpedami.

Tegoroczny półfinał jak ubiegłoroczny finał

Jeszcze nie zabrzmiał pierwszy gwizdek a jeden z najmocniejszych punktów łódzkich Torped musiał pożegnać się z grą. Mowa o Leszku Cytawie, rozgrywającym, który na piątkowym treningu, 24 godziny przed półfinałem złamał sobie kciuka. To miał być dla niego wielki mecz. Oto co mówił w czwartek:

Po meczu w Radomiu mówiłeś, że zapewne spotkacie się z Hutnikami. Nie nastąpiło to jednak w wild card a w półfinale.
 
To prawda. Było bardzo prawdopodobne, że awansujemy do fazy fazy play-off z 3 miejsca ze względu na bilans małych punktów. Wtedy spotkalibyśmy się ze Steelers w rundzie dzikich kart. Jednak w ostatniej kolejce nasi bezpośredni rywale w dywizji przegrali swoje mecze i to my wróciliśmy na pierwsze miejsce. Pokazuje to, że poziom w lidze bardzo się wyrównał, więc tym bardziej cieszymy się, że to my wygraliśmy najwięcej spotkań na północy.
 
Prezentujecie podobny styl gry- dużo dalekich podań. W sobotę taktyka się delikatnie zmieni czy nadal często w endzone przeciwnika będą gościć Sowiński z Waszczykiem?
 
Dalekie podania to jeden z uroków futbolu. Ze względu na widowiskowość cieszą zarówno zawodników jak i kibiców, a przecież o to nam wszystkich chodzi. Wymaga to też zgrania całej formacji ofensywnej. Cieszę się, że taka gra nam się udaje i gratuluję tego samego Steelersom. Jednak futbol to nie tylko podania, więc staramy się mieć również bardzo dobrą grę biegową, co jak widać po wynikach też nam się udaje.

W porównaniu do rywala zdobywacie więcej przyłożeń po akcjach biegowych. To może być element przechylający szalę na Waszą korzyść?
 
Kluczem do zwycięstwa będzie zaangażowanie, determinacja i brak błędów. Chłopaki z Zagłębia również wykonali wiele skutecznych biegów, więc siłę rażenia mamy podobną. Zapowiada się fajne spotkanie.
 
W PLFA nazwiska Cytawa i Krzelowski kojarzą się z grą na bardzo dobrym poziomie. Oprócz pojedynku drużyn w sobotę zmierzą się również świetni rozgrywający a to dodaje dodatkowej pikanterii.
 
Więc to już prawie NFL... (śmiech). Z Krzelem się znamy, lubimy i szanujemy nie od dziś. Przed każdym meczem życzymy sobie zwycięstw, choć tym razem chyba zrobimy wyjątek... (śmiech ) Liczę na dobrą grę z obu stron i ... niech zwycięży lepszy!
 
W sobotę owszem pojawił się na przedmeczowej rozgrzewce. Widok napuchniętego palca nie napawał optymizmem. Leszek zagrał ,ale dopiero w ostatniej, czwartej fantastycznej kwarcie.
 
Emil Sowiński- self made man
Gdy okazało się, że Cytawa nie wystąpi na pozycji QB, w rolę rozgrywającego wcielili się Adam Schaechter i właśnie Sowiński. Ten drugi występował jeszcze jako skrzydłowy ( dwa przyłożenia) i cornerback. Według zawodników Steelers, z którymi rozmawialem po spotkaniu zasłużył on bezsprzecznie na miano najlepszego zawodnika półfinału. Rzucał, łapał, przechwytywał, biegał, taklował, podnosił morale, walczył o zwycięstwo. 
 
Czwarta kwarta- Panie co tam się nie działo!

Gdy Marcel Kramarczyk wykonał celne kopnięcie za trzy oczka, Hutnicy prowadzili już 9 punktami. Gdyby nie holding popełniony przez Steelers prowadzenie mogłoby być znacznie wyższe. Nastepne minuty to prawdziwa emocjonalna kolejka górska. Raz się wznosiła, raz opadała, jednak nigdy nie można było czuć się odprężonym, bezpiecznym. Za każdym zakrętem, zjazdem czaiła się olbrzymia dawka energii. Piłka bardzo szybko zmieniała właścicieli. Gdy Steelers zaczynali na swoim drugim jardzie, Krzelowski dostał polecenie zagrania tej samej akcji, która dała przyłożenie w meczu ze Spartans. Długie podanie do Ostapowicza jednak nie wyszło i jak mówił sam Michał- "wyszedł z tego banan", który trafił do rąk Sowińskiego. Nie od dziś wiadomo, że Hutnicy mają dobrą obronę. W sobotę znów spisała się kapitalnie i nie tylko w/w akcji powstrzymała zapędy Torped. Robiła to jeszcze kilka razy i głównie dzięki niej Steelers znaleźli się w wielkim finale. Odbudował się również sam Krzelowski, który choć poprowadził zespół do zwycięstwa w ostatnich dwóch spotkaniach (Spartans, Torpedy) przeżywał trudne momenty. Ostatni ofensywny drive na minutę i 35 sekund do końca, w którym czterokrotnie celnie podawał do kolegów może dla niego być formą futbolowego katharsis. Jak sam przyznał: " Logicznym wyjściem byłoby wzięcie kolana. Trener Banasik kazał mi jednak rzucać przynajmniej na 15 jardów. Miałem się odbudować po kontuzji ze Spartans. W pewien sposób odblokować. Rada trenera była słuszna, podania wyszły a my spokojnie doczekaliśmy końcowego gwizdka"

 

Numero Due- Sioux Kraków Tigers

Gdzieś tam krążę wokół Tygrysów od początku istnienia zespołu. Pamiętam niemrawe aczkolwiek barwne pierwsze "kroczki" najstarszej w małopolsce drużyny futbolu amerykańskiego. Obserwowałem wzloty i upadki, które pojawiały się w życiu zespołu od początku jego działalności. Świetna atmosfera jaka towarzyszy obecnie Tygrysom kiedyś wystąpiła- w barze Bachus! Dawno, dawno temu, kto nie pamięta ten trąba.

 

 

Paweł Rusin jak Bill Belichick

Trochę przemilczane jest to nazwisko. Rusin zgłoszony jest jako skrzydłowy, pełni również funkcję holdera. Ot jeden z kilkunastu chłopaków, którzy specjalnie nie wyróżniają się na boisku, nie zdobywają olbrzymiej ilości jardów, przyłożeń. Jednak to dzięki niemu Tygrysy przeszły metamorfozę. Porównanie do słynnego amerykańskiego trenera może wydać się trochę nietrafione ,ale szumu narobi. Wszak Paweł nie oszukuje, nie nagrywa sekretnych znaków. Wszyscy mogą przecież pojechać na mecz rywali, dokladnie go udokumentować i... mogą z tym olbrzymim pakietem informacji nic nie zrobić. Rusin do tej grupy nie należy. W Tygrysach pełni od początku sezonu rolę ofensywnego koordynatora a także analizuję i rozbija na czynniki pierwsze ofensywę rywali. Wyniki osiągane przez krakowian są najlepszą rekomendacją i podsumowaniem pracy Rusina. Owls zostali przepuszczeni przez system a zerowy dorobek punktów po niedzielnym połfinale znów sprawia, że koledzy z zespołu jak zawsze w całym składzie zgłoszą się na czwartkowe "Kino u Rusina".

 Skazani na pożarcie...

Tymi słowami rozpoczął czwartkowy wywiad rozgrywający Sów:

Do Krakowa przyjeżdżacie jako ... ?

Do Krakowa przyjeżdżamy jako drużyna przez wielu skazana na pożarcie i może to dobrze bo nie będziemy mieli na sobie dużej presji. Wydaje mi się że jeśli zagramy na 100% swoich możliwości na pewno wywieziemy zwycięstwo z Krakowa.

Pierwszy mecz z Tygrysami zakończył się dla Was porażką. Walczyliście jednak o korzystny rezultat do końca. Co utkwiło Ci w pamięci najbardziej po potyczce z krakowianami?

Mecz z Kraków Tigers był jak do tej pory najtwardszym meczem w jakim grałem. Do końca pierwszej połowy przegrywaliśmy zaledwie 6-0 a na samym początku drugiej wyrównaliśmy i wydaje mi się, że gdyby nie kontuzje zawodników z defensywy, bo aż sześciu nie skończyło tego meczu, dalsza część spotkania mogłaby wyglądać inaczej.

Rozgrywający Sów rozegrał dobre spotkanie. Nikt z zespołu nie może mieć żadnych pretensji do swojego quarterbacka. Zresztą cała ofensywa zaliczyła udany występ. Powiecie- facet oszalał! Ofensywa nie zdobyła żadnych punktów, Myszka zaliczył bodajże 4 interception, nie zdobył żadnego przyłożenia! Warto zadać sobie pytanie przeciwko komu Sowy wybiegły w niedzielę na boisko?

Tigers- przemilczana prawda

Zawodnicy z Krakowa zapewne rozumieją żale The Crew, gdy w 2007 roku sięgali po Mistrzowski tytuł. Wielu kibiców, obserwatorów, a także tych, którzy opisywali ówczesne mecze lekceważąco wypowiadało się na temat Załogi. To lekceważenie objawiało się deprecjonowaniem odniesionych zwycięstw. A to pogoda przeszkodziła przeciwnikowi rozwinąć skrzydła, a to kontuzje kluczowych graczy osłabiły tuż przed konfrontacją z wrocławianami dany zespół, pozbawiając jeszcze przed pierwszym gwizdkiem szans na zwycięstwo. Dlaczego porównuję sytuację sprzed dwóch lat do obecnej. Bo chyba pojawił się podobny mechanizm. Niewielu zauważa ogrom pracy, wysiłku jaki poczyniono przed a także w trakcie sezonu w Krakowie. Zwraca się uwagę na olbrzymią różnicę pomiędzy pierwszą a drugą ligą. Mamy przecież dwa przykłady spadków- pierwszy na własne życzenie (Fireballs), drugi ze względu na wyniki (Tigers). W pierwszym przypadku drużyna się po części wykruszyła, w drugim wzmocniła i walczy o powrót do grupy najlepszych w kraju.

Owls- chcieli, ale nie mogli

Pisałem wyżej, o dobrej grze bielawian, napiszę jeszcze raz. W pierwszych minutach meczu specjalnie nie było widać różnicy klas. Formacje dość często zmieniały się na boisku a żadna z drużyn nie potrafiła sobie wypracować znaczącej przewagi. Jednak wraz z upływającym czasem wachlarz zagrań po stronie gości malał. Coraz lepiej radziła sobie defensywa krakowian, która zatrzymywała running backów w backfield a przy akcjach podaniowych wywierała tak olbrzymi nacisk na Myszkę, że ten ratował się często ucieczkami na bok boiska. Nie bez znaczenia na postawę gości miało wydarzenie z końcówki drugiej kwarty. Gdy po zdobyciu przyłożenia przez Łabuza, jeden z defensywnych liniowych runął na ziemię, zamarł cały stadion. Opisywać tego strasznie wyglądającego, ale na szczęście nie groźnego dla zdrowia i życia zawodnika Owls zdarzenia nie bedę. Pozwolę sobie jednak na komentarz. Badania lekarskie to w naszym światku mrzonka- nie jest to jedynie problem naszej dyscypliny. Sami zawodnicy często milczą na temat pewnych problemów zdrowotnych by tylko uprawiać ukochanę dyscyplinę. Często reszta zespołu o nich nie wie. Jak tragicznie mogą kończyć się tego typu historie niestety My sympatycy futbolu wiemy doskonale. Apele postronnych osób nic tutaj nie dadzą. Mam nadzieję, że w przyszłym roku Związek pochyli się nad tym problemem. Wszak chodzi tu nie tylko o zdrowie, ale również o życie graczy.

W drugiej połowie zmiennicy

Po zdobyciu przez Maćka Ginalskiego trzeciego przyłożenia, Michał Truszkowski postanowił dać szansę rezerwowym. Na boisku częściej pojawiali się gracze, których nie mieliśmy okazji oglądać w tym roku za często. Tempo meczu wyraźnie spadło. Akcje po jednej jak i po drugiej stronie były bardzo szarpane. Tigers cieszyli się ze zwycięstwa, Owls z dobrego sezonu. Dla obu drużyn się jeszcze nie skończył o czym najlepiej świadczyły pomeczowe odprawy, w trakcie których liderzy poszczególnych zespołów wygłaszali promienne mowy niczym z filmu "300".

Wielki Finał już za dwa tygodnie

Jednak dywizja południowa okazała się silniejsza. Trzy zespoły w półfinałach, dwie w finale! Za 14 dni dojdzie do rewanżu za porażkę w rundzie zasadniczej. Czy Hutnicy odrobili zadanie domowe i znajdą jakąś furtkę w obronie Tigers? Czy nie wysłanie ekipy szpiegującej na ostatni mecz w Łodzi nie zemści się na Rusinie a szerzej Tigers? Na te wiele innych pytań otrzymamy odpowiedź za dwa tygodnie. Na Sportowcu do tego czasu na pewno nie zabraknie materiałów dotyczących tego wyjątkowego spotkania.