Słynny Greg Zulak „Sterydowy Guru” odsłania kulisy naturalnej kulturystyki.

 

To co poniżej przeczytacie jest całkowicie niecenzuralnym wywiadem z kulturystą. Uważajcie, jego metody to ekstremum i nikt nie powinien ich używać. Nie polecamy używania żadnych nielegalnych i podejrzanych substancji, a wszystko o czym przeczytacie, służy rozrywce a nie celom edukacyjnym!!!

 

srodki_dopingujace.jpg

 

Idea naturalnej kulturystyki jest piękna, ale jak wszędzie tak i tu znajda się ludzie gotowi przez cały czas kłamać w żywe oczy. Ten wywiad na pewno poruszy wielu czytelników, tym bardziej, że ukaże się w „przeddzień” IronMania 2011. Wywiad przeprowadził Greg Zulak słynny amerykański „Sterydowy Guru”, z czołowym naturalnym kulturystą, ale rychło przekonacie się, ze ten facet nie ma z naturalnością nic wspólnego.

 

Przegotujcie się na szok!

 
Greg Zulak: Zacznijmy od garści informacji na twój temat. 
 
Mr.X: Pochodzę z Kalifornii, mój ojciec jest dużej klasy chirurgiem plastycznym. Może o nim słyszałeś, bo specem od sztucznych cycków.
 
Zulak: Ciekawe... co z twoim dzieciństwem?
 
Mr.X: Starzy byli raczej zajęci robieniem kasy. Wychowywała mnie niania, której mąż był kulturystą. Kiedy przejeżdżał po nią co wieczór, wpatrywałem się w jego buły, no i tak się zaczęło. W wieku 8 lat chciałem dźwigać żelazo i być taki jak on.
 
Zulak: Słyszałem, że koksowałeś się już w wieku 18 lat, a we wszystkich wywiadach mówiłeś o sobie jako o naturalnym od zawsze. Jak z tym było, co?  
 
Mr.X: To był mój parawan. Wiedziałem, że nawet koksując się na maksa, nigdy nie będę Mr.O. Dlatego postanowiłem zostać „naturalnym kulturystą”. Kiedy powiedziałem kilku decydentom w tym sporcie, że jadę na towarze, powiedzieli, ze dobrze o tym wiedzą i kazali mi trzymać buzię na kłódkę.
 
Deca.jpgZulak: Jak zdobywałeś towar?
 
Mr.X: Na pierwszy cykl kupiłem od męża niani, przez niego nawiązałem kilka znajomości. Wielu z tych gości sprzedawało mi podróby. Zorientowałem się, że jeśli chcę mieć coś pewnego, to muszę wziąć sprawy we własne ręce i zacząłem robić skoki przez granicę dwa razy w miesiącu. Razem z kumplem chowaliśmy koks po skarpetach, w butelkach rumu, w czy się dało. Robiliśmy tak przez jakiś czas aż wpadłem i się skończyło. 
 
Zulak: Czy możesz uchylić naszym czytelnikom rąbka tajemnicy?   
 
Mr.X: Zarobiłem na koksie 250 000 baksów, bo miałem powiązania z jednym macho z Europy, który odwiedza nasz piękny kraj i sprzedaje towar kulturystom. Niestety przyskrzynili go i wtedy koleżka zaczął sypać. Gliny miały mnie na widelcu. Zrobili kipisz i mnie w domu i znaleźli różne rodzaje towaru. Dostałbym od 10 do 15 lat, ale na szczęście prawnik tatusia znalazł kruczek prawny. Dostałem tylko areszt domowy, który zresztą odsiaduje do dziś. Gliniarze zniszczyli mi mieszkanie, gdybym spotkał dziś jednego z nich po cywilu, to …
 
Zulak: Skoro przez cały czas byleś nakoksowany, to w jaki sposób negatywnie przechodziłeś testy przed zawodami.
 
Mr.X: Należy to do moich popisowych numerów. Nie wiem jak radzą sobie z tym inne chłopaki ale ja opracowałem dwa sposoby. Po pierwsze mam znajomego doktorka, który robi czyszczenie krwi. Podłączam się do takiej maszyny na dwa dni przed konkursem, a ona usuwa z mojej krwi cały koks. Widziałem, że robią to także inni: nauczyciele, policjanci, lekarze. Może muszą się w pracy poddać testowi na obecność narkotyków, nie wiem. W każdym razie na dwa dni przed występem moja krew jest czysta.
 
Zulak: A co z drugim sposobem? 
 
Mr.X: Wprowadzam w „fiutka” plastykową rurkę, odciągam ściągaczem „brudny mocz” i wstrzykuję sobie „czysty”. Trzeba to zrobić na godzinę przed testem i jak dotąd udawało mi się. Ale to wręcz „zabija” mi „kuśkę”. Zwłaszcza kiedy 3 godziny później chce mi się pociupciać, he, he, he …
 
Zulak: A co z wykrywaczem kłamstw?
 
Mr.X: Robię tak: najpierw biorę dawkę efedryny, żeby moje serce pracowało szybciej i zbijało z tropu licznik. Wkładam pinezkę do buta i podczas udzielania odpowiedzi przydeptuję ją. Boli jak cholera, ale zawsze udaje w ten sposób przechytrzyć automat.
 
Zulak: Porozmawiajmy o konkretach. Czego używasz przed występem?
 
Mr.X: Zawsze tego samego. 6 Anadroli i 15 D-boli dziennie. Do tego 200 mg Finabolanu, bo testy bardzo rzadko go dotyczą. Biorę też 200 mg Testosteronu, bo potrafię kontrolować, kiedy on jest w organizmie a kiedy poza nim. Na 1,5 tygodnia przed startem, eliminuję wszystkie doustne i pozostaję przy Testosteronie i Finabolanie. Potem na dwa dni przed konkursem idę do doktorka, oczyszczam sobie krew, nacieram brązerem i wygrywam konkurs. 
 
Zulak: Czy masz jeszcze inne farmaceutyki w swoim arsenale? 
 
Mr.X: Jasne. Całe mnóstwo. Zawsze na 12 tygodni przed konkursem wstrzykuje sobie hormon wzrostu. Nie maja do tego dobrych testów, więc jestem bezpieczny. Po hormonie wzrostu drżą mi jednak ręce, czego nie lubię. Z drugiej strony przenosi on moją sylwetkę w zupełnie nowy wymiar, zwłaszcza, gdy mieszam go z insuliną. Mój lekarz powiedział, że stałem się diabetykiem, bo trzustka przestała praktycznie działać, ale nie martwię się tym, bo mam legalne recepty na insulinę. Aaa zapomniałbym... biorę 40 mg Lasixu (silny diuretyk) na dzień lub dwa przed startem.
 
Zulak: Nie boisz się, ze w końcu wykończysz się przez ten towar?
 
Mr.X: No co ty stary! Żyj szybko, umieraj młodo, tego się trzymam. Zresztą nie można się zabić przyjmując hormon wzrostu i insulinę. To co mnie ostatnio zmartwiło, to zestaw towaru, jakiego użyłem do mojego ostatniego konkursu. Do mojego normalnego zestawu dodałem miksturę złożoną z IGF – 1 i Prostaglandyn, za namową jednego z guru. Wstrzykiwałem sobie to każdego dnia w najsłabsze części ciała i muszę przyznać, że nigdy jeszcze nie wyglądałem tak dobrze i nie czułem się tak fatalnie. Bolało jak cholera. Urosły mi bicepsy, moja rzeźba była chyba najlepsza w całej karierze, na brzuchu pokazały się żyły. Dlatego sędziowie przyznali mi wszechkategorię.
 
Zulak: Czy uważasz, że swoje sukcesy zawdzięczasz przed wszystkim koksowi?
 
Mr.X. No nie, coś ty! Ale z ciebie dupek! Jestem dobry, bo mam znakomite możliwości genetyczne i trenuję ciężej niż ktokolwiek, kogo spotykam. Większość zawodników po 5 min. mojego treningu wymiękłaby.
 
anaboliki.jpg
 
Zulak: Te wszystkie dragi strasznie dużo kosztują, a naturalni kulturyści nie zarabiają tak wiele. Skąd na to bierzesz szmal? 
 
Mr.X: Wiadomo, że niektórzy kulturyści świadczą usługi seksualne za pieniądze, ale to zdecydowana mniejszość. Ja natomiast podrywam bogate babeczki, które chcą pokazać wszystkim przyjaciółkom, że chodzą z kimś takim jak ja, a nie z grubasem jak ich mężowie. Mój tatuś jest lekarzem, więc wypisuje recepty na wszystko, a moja ostatnia pani pokrywa wszystkie rachunki. Kupiła mi nawet czarne Ferrari, które widzisz za oknem. To prezent, że byłem dobry w łóżku.
 
Zulak: Opowiedz jak widzisz swą przyszłość za 10 lat?
 
Mr.X: Pewnie będę martwy (śmiech), ale mam nadzieję, że śmierć nastąpi w momencie, gdy będę obracał dwie albo trzy super fitneski.
 
 
Zulak: Dobra to by było na tyle. Dzięki za kilka ciekawostek z życia „naturalnego kulturysty”. To naprawdę było interesujące. 
 
Mr.X: Nie ma sprawy, chłopie. Każda sława jest dobra, a zwłaszcza zła sława! A jeśli znasz kogoś, kto potrzebuje, no, wiesz czego, to wal do mnie śmiało. 
 
Zulak: Zapamiętam jeszcze raz dziękuję.
 
 
Nic dodać nic ująć. Macie zatem jeden z obrazków współczesnej kulturystyki. Uprzedzaliśmy, że będzie hardcorowo i bez cenzury!
 
Materiał pochodzi z archiwalnego czasopisma "Muscle & Fitness".
 

Niech będzie z Wami siła i honor!