Południe vs Północ 2:0

Steelers lepsi od Spartans w pierwszym meczu playoffs 2009!

Zespół prowadzony przez Mirosława Banasika odniósł historyczne zwycięstwo w drugiej fazie rozgrywek PLFA. Hutnicy ogrywając Spartan zapewnili sobie awans do półfinału, w którym zmierzą się z łódzkimi Torpedami. Do Sławkowa jechałem z myślą, że pooglądam ciekawe widowisko. Pod względem sportowym trochę się zawiodłem. Nie zobaczyłem nowej jakości w grze ofensywnej Steelers. Zaskoczyła mnie jednak postawa zawodników stołecznej drużyny. Pomimo mocnych osłabień, tuż przed meczem wild card, w sobotę pokazali siłę, jedność i determinację. Steelers wygrali zasłużenie, jednak przy odrobinie szczęścia to rywalom przypadłby bilet do Łodzi. Zaczynamy zatem.

Research- czyli przedmeczowe pogaduchy

Tuż przed pierwszym gwizdkiem, standardowo, postanowiłem pomęczyć zawodników jednej i drugiej drużyny kilkoma natrętnymi pytaniami. Na pierwszy ogień poszli przyjezdni. Próbowałem wyłapać z tłumu rozgrywającego Tomka Ochnio. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie on będzie pełnił w tym dniu rolę quarterbacka. Ochnio złapał niegrożną, ale bardzo uciżąliwą chorobę żołądka. Kolejne osłabienie stołecznych. Jak się później okazało niekoniecznie. Faktycznie strata etatowego QB jest bolesna, jednak Marcin Łojewski a także Tomasz Znidericz nie najgorzej spisali się w tym spotkaniu. Tego drugiego miałem okazję poznać podczas... konkursu na najdłuższe podanie w przerwie meczu Eeagles- The Crew. Notabene okazał się w nim najlepszy. Po pierwszych rozmowach z graczami obraz przed bitwą objawiał się w ciemnych barwach. O stracie Makary czy Depczyńskiego pisałem w zapowiedzi tej kolejki. Doszli jednak kolejni panowie, którym wypadły egzaminy, obrona pracy licencjackiej. Ogólnie humor w obozie gości nie był najlepszy. Pierwszy drive w ich wykonaniu znacznie go poprawił.

Zupełnie inaczej prezentowała się ekipa gospodarzy. Oprócz Jacka Szafrana, kontuzjowanego skrzydłowego, nikt nie uskarżał się na urazy. Mirosław Banasik miał do dyspozycji wszystkich zawodników i jeden problem- jak zmobilizować zespół by ten wskoczył na odpowiedni rytm od pierwszych minut?

Kto tu jest faworytem?

Mając w/w informacje nie trudno było wskazać faworyta. Jednak pierwsze serie zagrań ofensywnych mocno zamieszały nie tylko w mojej głowie. Jako pierwsi piłkę po kickoffie otrzymali goście. Jedna, druga, trzecia akcja biegowa i każda zakończona niemal dziesięcioma jardami. Pomimo braku dwóch podstawowych RB Spartans świetnie radzili sobie z przełamywaniem obrony gospodarzy. Jan Gientka, Maciej Pobudkiewicz i Marcin Szczepański zdobywali systematycznie teren i ciągnęli Spartans w stronę strefy punktowej gospodarzy. Ten drive nie był oparty jedynie na biegach. Łojewski i Znidericz również rzucali. Odnośnie QB, ciekawą taktykę zastosował James Deacon, trener Spartans, mianowicie wpuszczał na przemian rozgrywających, pozwalając im na wykonanie dwóch, trzech akcji. Przeciwnik nie wiedział czego ma się spodziewać. Pierwsze długie podanie poszybowało na lewą stronę do Dariusza Marczaka. Skrzydłowy Spartans wyszedł na czystą pozycję złapał piłkę w ręce i... ją wypuścił nie będąc przez nikogo zaatakowanym. Ta pierwsza próba dłuższego zagrania wcale nie pobudziła defensywy Hutników. Gdy Spartans podeszli na połowę przeciwników i po trzech próbach nie przeszli 10 jardów w ostatniej postanowili znów poszukać szczęścia w długim podaniu. Tym razem piłka poleciała na prawo do Macieja Wudeckiego. Ten podobnie jak Marczak zgubił obrońcę i na 10 jardzie od endzone Steelers, nieatakowany przez nikogo nie opanował futbolówki. Ten długi i dobry drive w wykonaniu gości, ze swojego sideline obserwował Michał Krzelowski. Minę miał jeszcze pewną, ale to się szybko zmieniło. Gdy zespoły zamieniły się formacjami, na trybunach zrobiło się głośniej. Szybko jednak zapanowała na nich grobowa cisza. Zaledwie po kilku akcjach, w większości nieudanych Krzelowski i spółka opuścili plac gry. Biegi nie były tak efektywne jak u gości. Bratuszewski i Ozimek mieli problemy ze sforsowaniem LOS. Podania do TE Macieja Szczerby nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Steelers robili sporo motion, ale w żaden sposób nie zmylało to przeciwnika. Pierwszy drive zakończył się zdobyciem kawałka boiska, ale nie przyłożeniem. Jeżeli ktoś uważnie obserwuje Hutników to wie, że zespół ten traci impet w momencie niezdobycia w otwierającej serii zagrań TD. W tym spotkaniu było podobnie. Impet powrócił dopiero w drugiej kwarcie.

Po staremu czyli Maniek Show!

W pierwszej kwarcie niewątpliwie korzystniej zaprezentowali się goście. Grali efektywniej i mądrzej wykorzystując swój ograniczony potencjał. Gospodarzy przed utratą punktów uchroniła defensywa, która podobnie jak w spotkaniu z Owls nie pozwalała na wypracowanie przewagi przeciwnikowi. Obrońcy liczyli, że koledzy z ofensywy wreszcie się przebudzą. Krzelowski "otworzył" oczy w drugiej kwarcie i "ujrzał" Ostapowicza. Po świetnym puncie gości, Hutnicy zaczynali na 4 jardzie od własnego endzone. Permanentnie blitzujący Spartans zwietrzyli szansę na safety, a co za tym idzie pierwsze punkty w meczy. Zawiedli się bardzo. Po snapie Krzelowski uciekł z pocket na prawą stronę, chwilę poczekał i posłał futbolówkę na połowę boiska. Tam stał już Ostapowicz, który zgarnął futbolówkę znad głowy obrońcy i pobiegł do strefy przyłożeń przeciwnika. Publika oszalała podobnie sideline Hutników. Piękna akcja w wykonaniu najskuteczniejszego duetu QB-WR w PLFA dała prowadzenie gospodarzom. Presja odrobienia strat wśród Spartan była tak duża, że błędy zaczęły się wkradać w grę. Słabsze biegi zaliczali Gientka i Pobudkiewicz. Złe decyzje podejmowali Łojewski ze Znidericzem. Szala zaczynała przechylać się w stronę gospodarzy. Kolejne przyłożenie, w drugiej kwarcie, powinien zdobyć Mateusz Kamiński, etatowy safety. Przy fourth and goal Krzelowski zdecydował się zaryzykować. Posłał daleką piłkę na lewą stronę do Kamińskiego. Ten złapał na kilka centymetrów od pola punktowego Spartans i... wyszedł na sideline. Wypchnął go rzecz jasna obrońca, ale Kamiński miał sporo czasu by przenieść piłkę do endzone. Dlaczego tego nie uczynił pozostanie jego słodką tajemnicą. Spartans wykonali QB sneak i w ten sposób zakończyła się pierwsza połowa meczu.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

Niefrasobliwość Kamińskiego stała się przyczyną świetnej gry Steelers w trzeciej kwarcie. Tym razem to oni przyjmowali piłkę po kickoffie. Kilka ładnych akcji i gospodarze znaleźli się na 25 jardzie połowy gości. Krzelowski tym razem oddał piłkę do RB Marcina Bratuszewskiego. Bieg prawą stroną był na tyle skuteczny, że zakończył się przylożeniem. Bratuszewski nie znalazłby się jednak w endzone gdyby nie rewelacyjny blok w wykonaniu Ostapowicza. Wynik 13:0 dla gospodarzy pozwolił wreszcie na złapanie oddechu przez Szymona Widerę i Mirosława Banasika. Nie na długo. W środkowej strefie boiska, w prostej sytuacji Krzelowski popełnił poważny błąd. Po komendzie nie popatrzył na snapowaną piłkę a ta śmignęła mu przez ręce i przekoziołkowała na połowę Steelers. Próbujący ratować sytuację rozgrywający gospodarzy starał się nakryć futbolówkę ciałem, ale ubiegł go MLB Spartans Kuba Szajer i nieatakowany przez nikogo wbiegł w endzone. Kontaktowe punkty znów wlały nadzieję, w serca gości. Do zwycięstwa warszawiaków mogła ponieść nie świetna gra a... kontuzja jakiej nabawił się Krzelowski. Rozgrywający Steelers doznał, groźnie wyglądającego urazu. Przez dłuższą chwilę leżał na murawie co zmroziło krew w żyłach pozostałym zawodnikom. Krzelowski zszedł z boiska o własnych siłach, zyskując poklask wśród licznej publiczności. Na sidelinie jednak od razu się położył, wskazując trenerowi na kolano. Filar zespołu leżał, leżała również gra ofensywna. Maciej Szczerba zastąpił Krzelowskiego na pozycji QB. Przybita ofensywa szybko oddała futbolówkę przeciwnikowi. Warszawiacy mieli do odrobienia zaledwie jedno przyłożenie. Wiedzieli, że gospodarze są przybici leżącym na murawie Krzelowskim. "Jeżeli nie teraz to kiedy" krzyczeli wchodząc na boisko. To samo krzyknęli obrońcy. To co wyprawiali defensorzy Steelers w ostatniej kwarcie zapadnie w pamięci kibiców Hutników na długo. Tuż po zmianie stron QB Spartans posłał piłkę do skrzydłowego. Szybciej do futbolówki dopadł obrońca. Właśnie takiej iksry potrzebowali gospodarze. Prawdziwy ogień pojawił się po 5 minutach. Krzelowski wszedł na plac gry i po chwili w strefę przyłożeń wpadł Ostapowicz. Utykający do końca meczu QB Steelers nie podawał. Hutnicy wykonali skutecznie reverse. 20:7 i koniec marzeń Spartans o korzystnym wyniku. Goście próbowali zdobyć punkty, ale ich ataki kończyły się na własnej połowie. Rozgrywający stracili pewność w grze (5 interception) i wiarę w korzystny rezultat. Bliżej półfinału byli Hutnicy. Ostatecznie znaleźli się w nim po jednojardowym biegu na przyłożenie Ozimka- chwilę wcześniej piłkę przechwycił Grabara. 27:7 -Steelers z awansem, ale z kilkoma znakami zapytania nad głowami.

?- co zrobić by w spotkaniu z Torpedami nie wpadać w tak olbrzymie turbulencje formy. Mam tu na myśli głównie grę ofensywną. Podania do Ostapowicza to najmocniejsza strona Krzelowskiego. Tigers pokazali, że można temu zaradzić! Ba pokazali, że wówczas Hutnicy tracą impet i pomysł na grę. W meczu ze Spartans były przebłyski, a powinna być ciągłość, pewna systematyka działania.

?- zejście Krzelowskiego pokazało dużą słabość Steelers- brak zmiennika. W Spartans chorego Ochnio dobrze zastąpili Łojewski i Znidericz. Gospodarze nie mieli takiego pola manewru. Oczywiście odpukać w niemalowane, ale co będzie jak w Łodzi Krzelowski nie wyjdzie na boisko?

?- Sławków? A gdzie to jest? Hmm to pytanie pojawiło się akurat nad moją głową. Stadion ładny, ale dojazd fatalny. Panowie Będzin lepszy!

 

 Czekając na rewanż

Sama gra biegowa nie pomogła. Mustangi na własnym boisku uległy Sowom 6:26 i pożegnały się z playoffs. W ekipie gości znów rewelacyjnie zaprezentował się Andrzej Myszka. Dwukrotnie celnie rzucał na przyłożenie i dwukrotnie wbiegał w pole punktowe gospodarzy. Za dwa tygodnie Bielawa pojedzie do Krakowa by zmierzyć się z tamtejszymi Tigers. W spotkaniu rundy zasadniczej Sowy  wysoko przegrały na własnym obiekcie. Czy w stolicy małopolski dojdzie do rewanżu?