czyli nowe futbolowe stolice Polski

Gdy zacząłem rano rozmyślać nad możliwymi scenariuszami finału PLFA II przez chwileczkę w głowie pojawiło się pewne porównanie. Dotyczyło ono Kraków Tigers i New England Patriots. Gdy Brady wraz z kolegami wygrywał spotkanie za spotkaniem docierając do Super Bowl wszyscy piali z zachwytu. Perfect season, pobity rekord Miami Dolphins itd. Tygrysom, w drodze do finału, również specjalnie nikt nie rzucał kłód pod nogi. W najważniejszym meczu sezonu obie drużyny jednak zawiodły. Różnica polega na tym, że Tygrysy w przeciwieństwie do Patriots dostaną kolejną szansę- za dwa tygodnie w barażu z Lowlanders Białystok. A finał PLFA II wyglądał tak:

Przeorane boisko

Pogoda pomimo pory roku wyśmienita. Brak silnego wiatru, temperatura sięgająca 13 stopni, brak opadów, średnia wilgotność i murawa wyglądająca jak po grze w polo- różnica polegała na tym, że po wczorajszym meczu rugby nikt nie pofatygował się by pochodzić po murawie i poubijać trawę. Solidarnie na boisko narzekali wszyscy- Tygrysy i Hutnicy. Zgromadzeni kibice, gracze innych zespołów równie solidarnie zastanawiali się komu taki stan nawierzchni będzie służył, komu ewidentnie przeszkadzał. Karuzela spekulacji rozkręciła się niemiłosiernie- piłka będzie bródna więc na pewno większe problemy będzie miał Krzelowski i spółka! murawa jest strasznie grząska i z dużymi uszczerbkami trawy więc z utrzymaniem się na nogach mogą mieć problemy runningbackowie Tigers! Prawda jak zawsze leży gdzieś pośrodku.

Rozgrzewka czyli szukanie faworyta

Otwarcie wszyscy stawiali na Tygrysy, w rozmowach kuluarowych na Hutników na zasadzie kibicuję słabszym, bij mistrza. Jak zawsze w takich sytuacjach warto poobserwować zespoły w trakcie rozgrzewki- ona prawdę Ci powie. W rundzie zasadniczej na Tigers Arena zespoły przyjeżdżały otrzymać solidną lekcję futbolu. Łatwo można było przewidzieć losy spotkania jeżeli goście bez należytego zaangażowania traktowali ten element bezpośredniego przygotowania do meczu. Nie inaczej było z Hutnikami. Dzisiaj wyglądało to już zupełnie inaczej. Steelers wyszli na murawę niezwykle bojowo i agresywnie nastawieni. To nie był już pewny siebie uczeń, za którym nie szły umiejętności a znający swoje słabe i mocne strony średniej klasy profesor. Niektórzy zawodnicy Tigers to zauważyli.

Odsłona pierwsza- Tigers pewnie, Tigers mistrzem!

Mieszko Łabuz ustawił piłkę na 30 jardzie. Po chwili wpadła w ręce Mariusza Ozimka a returner Steelers przebiegł ok 15 jardów. To co wydarzyło się chwilę później przypominało sceny z pierwszego meczu. Z linii obronnej Tigers wręcz wystrzelił jeden z defensorów i 5 jardów od line of scrimmage dorwał Krzelowskiego. Rozgrywający Hutników chcąc ratować sytuację rzucił futbolówkę w wolną strefę. Jak się po chwili okazało czaił się tam MLB Tigers Piotr Jaszczyński. Z przechwyconą futbolówką, nieatakowany przez nikogo  pognał w kierunku endzone przeciwnika i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Poważny błąd linii ofensywnej i samego Krzelowskiego uciszył dużą grupę sympatyków Steelers, tym samym wprawiając w ekstazę sympatyków Tigers. Gospodarze czując "krew" rywala rzucili się do "gardeł" by zadać kolejne dotklwie ciosy. Po długim drivie w pole punktowe Hutników wpadł  Maciej Ginalski. Na tablicy wyników rezultat 14:0 Druga kwarta miała być znów popisem miejscowych, ale lepiej rozpoczęli ją goście. Wlaśnie to przyłożenie i cała seria zagrań wpłynęła na końcowy rezultat meczu. Krzelowski podprowadził swój zespoł pod endzone Tigers i po kapitalnym biegu, kilku złamanych tackle zdobył pierwsze punkty. Dla Tygrysów nie było to szokiem ani ciosem, po chwili zdobyli swoje trzecie przyłożenie, ale dla Steelers był to sygnał, że w tym meczu nie wszystko stracone i powtórka wyniku sprzed półtora miesiąca nie jest dogmatem.

Odsłona druga- "Wielobłąd" krakowski i Hutnik profesor

Gdy na trybunach trwała zabawa, śpiewy, pochłanianie hot dogów, i uczestniczenie w konkursach, zawodnicy zmierzali do szatni na przerwę. Panowie w pomarańczowych strojach z uśmiechami na twarzy, z rękami uniesionymi do góry, pewni swego, wręcz z pucharem mistrza drugiej ligi. Grali przez pierwsze dwie kwarty mądrze, dojrzalej i przede wszystkim efektywniej. Akcje biegowe, najsilniejsza broń Tygrysów, wychodziły jak zawsze mimo braku Artura Rozpędzika (zerwane więzadła i przynajmniej półroczna przerwa w grze po konfrontacji z Owls). Gdy dodamy skuteczną grę podaniową Filipa Mościckiego naszym oczom faktycznie ukaże się mistrz. Zupełnie inaczej, na spotkanie z nieźle wkurzonym Mirosławem Banasikiem, zmierzali panowie w srebrno-czarnych koszulkach. Hutnicy zagrali bojaźliwie, jakby przed oczami i co najgorsze w głowach ciągle rozgrywali pierwszy tegoroczny mecz. Trener Hutników miał zadanie niemiłosiernie trudne- jak przekonać ponad 30 dorosłych facetów do swojej wizji, jak wymazać pierwszą bardzo słabą połowę i z nadzieją wysłać Hutników do boju w dwóch ostatnich kwartach? Banasik już nie raz pokazał, że ma ku temu predyspozycje. Nie inaczej było w niedzielę. Olbrzymia w tym również zasługa jeszcze jednego korpulentnego pana- Michała Krzelowskiego.

Nikt na stadionie przed pierwszym gwizdkiem rozpoczynającym trzecią kwartę nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Mecz rozpoczął się ospale. Tigers byli wyraźnie rozluźnieni. Prowadzili dwoma przyłożeniami więc mieli do tego prawo. Jednak z minuty na minutę brak skuteczności w ataku i nonszalancja w obronie sprawiały, że na trybunach, wśród grupy sympatyków miejscowych robiło się gorąco. Ci bardziej doświadczeni kibice widzieli, że mecz zaczyna powoli zmierzać w złym kierunku. Krzelowski i spółka w trzeciej kwarcie po kilku składnych akcjach podprowadzili piłkę pod pole punktowe. Obrona gospodarzy spodziewała się podania a rozgrywający Steelers znów wszystkich wykiwał (sam Michał mówił po meczu, że miał być screen) i po raz drugi wpadł w endzone Tigers. Udane podwyższenie Marcela Kramaraczyka sprawiło, że Hutnikom by dogonić (a przy udanym podwyższeniu również przegonić) Tigers brakowało jednego TD. W szeregach gospodarzy wkradła sie nerwowość. Do tej pory spokojny sideline zaczął podskakiwać, krzyczeć, wręcz rzucać się przy każdym niepowodzeniu. Emocje sięgnęły zenitu gdy po kilku głupich błędach (choć osobiście kilka decyzji sędziowskich, głównie Krzysztofa Walentynowicza, uważam za mocno wątpliwe) Hutnicy podeszli pod endzone. Krzelowski kilka razy próbował oddawać piłkę czy to Bratuszewskiemu czy to Ozimkowi, ale runnig backowie Steelers nie byli w stanie sforsować dobrze ustawionej obrony miejscowych. Krzelowski podjął ryzyko i rzucił. TE Szczerba bardzo szybko wybiegł z linii i po krótkim slancie otrzymał bardzo precyzyjne podanie. Przełożył ręce nad linią pola punktowego i Hutnicy doprowadzili do wyrównania. Po chwili ogromna większość trybun przecierała oczy ze zdumienia gdy Kramarczyk po celnym podwyższeniu dał pierwsze w tym spotkaniu prowadzenie drugiej drużynie dywizji południowej. To co wydarzyło się później było serią błędów i niepotrzebnych strat po stronie Tigers i kunktatorstwa, cwaniactwa, dojrzałości Hutników. Gdy wpadły kolejne punkty mało kto wierzył na przebudzenie jak do tej pory niepokonanych Tygrysów. Na mniej niż 30 sekund przed końcem, zaczynając z własnego 20 jarda Paweł Rusin, ofensywny koordynator, postawił wszystko na jedną kartę. Trick play miał rozbić obronę i dać przyłożenie. Mościcki oddał piłkę, udając reverse, do Woodella ten zatrzymał się po przebiegnięciu kilkunastu jardów i mając obok siebie dwóch obrońców rzucił długa piłkę na stronę, z której zaczynał akcję. Futbolówka poszybowała wysoko i daleko, a niczego niespodziewający się Hutnicy zostawili niekrytego Mościckiego. Grając,  na samym początku  swojej kariery, jako skrzydłowy Mościcki nie miał żadnych problemów ze złapaniem i opanowaniem piłki. Cudem dla Steelers udało się zatrzymać rozgrywającego Tigers na 30 jardzie od własnego endzone. Do końca zostało kilka sekund a Tigers stanęli przed szansą wyrównania. Mościcki po snapie dostał piłkę do rąk, trzy kroki od własnej linii, świetny pocket, rozgrywający czeka i rzuca na środek do... SS Mateusza Kamińskiego, który przechwytuje piłkę. Rozpoczyna bieg i po sekundzie zostaje uderzony przez Woodella, wypuszcza piłkę! Live ball, która działa jak czerwona żarówka, skupia wzrok wszystkich, zawodników, kibiców, wojskowe samoloty latające często i robiące spory hałas nad Juvenią. Znów szansa dla Tigers, jeszcze raz nerwówka dla Hutników. W czyje ręce wpada piłka, na której znajduje się kilku zawodników. Alex Zarganis po chwili, ręką wskazuje pierwszą próbę dla Steelers, którzy już wiedzą, że zostali Mistrzami PLFA II, że w przyszłym roku zagrają z najlepszymi!

 Krzelowski vs Mościcki

Niewątpliwie był to pojedynek rozgrywających, którzy w swoich zespołach mają do odegrania dwie zupełnie inne role, powierzone diametralnie różne zadania. W Steelers Krzelowski pełni rolę z angielskiego "Impact player". Jego zadaniem od zawsze było robienie czegoś z niczego, wlewania nowej nadziei dzięki niekonwencjonalnym zagraniom. Dzięki Ostapowiczowi a także Szafranowi ma korpus skrzydłowych, który umożliwiał mu rzuty piękne, dalekie w większości przypadków niewiarygodne. Mirosław Banasik dawał sporo "wolnej przestrzeni", dowolności w grze Krzelowskiemu. Zaufanie zaprocentowało w wielkim finale. Michał dokładnie przeanalizował błędy popełnione w pierwszym meczu z Tigers a także, co tu dużo pisać słabym spotkaniu z Spartans. Pierwszym płomykiem nadzie był mecz z Torpedami, wielkim ogniskiem z kilkoma wrzuconymi do niego fajerwerkami finał w Krakowie. Spokój z jakim kierował ofensywą Krzelowski przeszedł na defensywę, która już nie narzekała na błędy swojego młodego QB a realnie, tak jak w meczu z Owls, wspierała i pomagała w trudnych  chwilach. Krzelowski otrzymując tytuł MVP Finału faktycznie nań zasłużył!

Filip Mościcki w zespole Tigers pełni funkcję jednego z kilkunastu elementów. Dobrze naoliwione trybiki dały krakowian 317 punktów i tytuł najlepszej ofensywy tegorocznej edycji PLFA. Jednak w finale a konkretnie w dwóch ostatnich kwartach coś się zaczęło psuć. Kilka elementów nie wytrzymalo presji wyniku, napięcia wielkiego finału, czy najzwyczajniej w świecie poczuło się za pewnie po pierwszej połowie. Jednym z takich zawodników był Mościciki . Starał  się poprowadzić Tigers do zwycięstwa niestety zabrakło mu doświadczenia, umiejętności i w dużej mierze szczęścia. Jego straty w drugiej połowie ostatecznie przekreśliły szanse na mistrzowską koronę. Fumble, interception a co za tym idzie brak opanowania całkowicie podkopały i tak już rozchwianych Tigers.

Błędy zgubiły krakowian, ale od razu trzeba dodać, że były wymuszane przez rywala. Patrzenie na grę Steelers, pisząc bez kozery, przypominało oglądanie narodzin feniksa. Zdobycie 20 punktów przy zerowym dorobku przeciwnika było niczym wspinaczka na Mount Everest  astmatyka bez aparatu tlenowego. Mistrzostwo zdobyła drużyna lepsza w niedzielę między godziną 12 a 15. I tylko to się liczy!

Ważne słowa do uradowanych graczy Steelers, zaraz po spotkaniu, wypowiedział LB Silesia Miners Tadeusz Oko- "Chłopaki teraz dwa tygodnie zabawy a później cały offseason za#$%&* ghr pracy!" True!

Redakcja Sportowca gratuluje Mistrzom PLFA II Zagłębiu Steelers Intepromex i Vice Mistrzom Sioux Kraków Tigers!