czyli miesiąc rozłąki z futbolem nad Wisłą.
Zakończyła się pierwsza część sezonu podobnie jak co roku kończąca się wraz z rozpoczęciem okresu wakacyjnego. Sporo się działo w ciągu tych niespełna czterech miesięcy. Na całe szczęście dla Nas, kibiców, nie wszystko jest jeszcze rozstrzygnięte a to oznacza, że po wakacjach czeka Nas znacznie większa dawka emocji.
Horror z happy endem- Steelers zrównują się z Tigers
Jakże mylili się Ci, którzy obstawaili pewne zwycięstwo Steelers nad bielawskimi Sowami! Jakże mylili się Ci, którzy w przerwie meczu zastanawiali się nad rozmiarami porażki zespołu z Będzina! Spotkanie, przez wielu określane jako sprawdzian dla Steelers przed meczem z Tigers, a dla Owls jako szansa pokazania, że playoffs nie są tylko mrzonką a celem możliwym do osiągnięcia, mogło się podobać- ba musiało! Tuż przed pierwszym gwizdkiem obserwowałem zawodników jednej i drugiej drużyny, którzy intensywnie rozgrzewali się bądź to grupowo bądź indywidualnie. Na twarzach graczy z województwa dolnośląskiego malował się dziwny, wręcz złowieszczy spokój. Zdawało się, że nikt w obozie gospodarzy tego nie zauważał. To był jeden z wielu znaków ostrzegawczych zlekceważonych przez Steelers.
Relację z sobotniego pojedynku pomiędzy zespołami z dywizji południowej PLFA II oparłbym na czterech wydarzeniach- jednym przedmeczowym i trzech, które miały miejsce podczas meczu.
Tylko goście odrobili zadanie domowe
Zacznę od tego przedmeczowego mianowicie od świetnego przygotowania taktycznego Owls. Osoby odpowiedzialne za dobór zagrywek ofensywnych a przede wszystkim ustawienie obrony by zneutralizować Krzelowskiego powinny dostać … hmm tu mam problem tytuł honorowego mieszkańca Bielawy tylko w sytuacji zwycięstwa. Słynący z dobrego skautingu Sowy w zasadzie przez pierwszą połowę spotkania całkowicie zdominowały formację ofensywną gospodarzy. Ciągle żonglujący ustawieniami trener Paweł Kaźmierczak spowodował, że kibice Steelers zastanawiali się w pierwszych dwóch kwartach czy ich zespół wystawił do tego meczu atak. Gdyby nie próba fieldgoala odpowiedź byłaby oczywista. Choć nie tylko świetna postawa taktyczna Owls przyczyniła się do degrengolady ofensywy Steelers. Ważnym okazało się nieprzyjemne zdarzenie, które miało miejsce w pierwszej połowie.
Bolesna kontuzja
Gdy goście z minuty na minutę coraz śmielej poczynali sobie na obiekcie Millenium w Wojkowicach, gospodarze brnęli w zagrywki, które albo kończyły się na ziemi albo w rękach obrońców Owls. Krzelowski starał się zastosować tą samą taktykę, która przyniosła sukces w meczu z Knights. Sowy były jednak na to przygotowane. Podwajały krycie Jacka Szafrana i Mariusza Ostapowicza. Gdy gospodarze zagrali swoją firmową akcję czyli double reverse Ostapowicz nadział się 10 jardów za LOS na MLB Pawła Sotłysiaka. Akcje, które do tej pory były wizytówką Steelers w meczu z bielawianami kończyły zdobyciem kilku jardów. Spora w tym zasługa dwóch panów. Wymienionego wcześniej Sołtysiaka a także safety Łukasza Jędrzejaka (pełnił także funkcję returnera i również spisał się świetnie). W ataku natomiast kapitalnie grał Anrdzej Myszka, która albo rzucał krótkie piłki do Szlichty albo jak w pierwszej kwarcie 20 jardowe podanie na przyłożenie do Krzysztofa Pawlaczka. Goście faktycznie spisywali się o niebo lepiej od początku meczu zarówno w obronie jak i ataku aniżeli Steelers. Dodatkowo gospodarzy przybiła kontuzja najskuteczniejszego skrzydłowego- Jacka Szafrana. Zdobywca 8 przyłożeniem w tym sezonie w jednej z walk powietrznych o piłkę został przygnieciony przez przeciwnika. Gdy karetka na sygnale opuszczała stadion w Wojkowicach oczy zawodników Steelers były zwrócone w stronę bramy. Tak było do drugiej minuty trzeciej kwarty.
Mirosław Banasik jak Al Pacino. Powrót Szafrana
W swojej pierwszej relacji z meczu Steelers napisałem, że największym atutem drużyny z Będzina jest nowy trener. Banasik potwierdzał to w kolejnych meczach i zrobił to również w sobotę. Gdy przez pierwsze dwie kwarty Szymon Widera coraz to dopadał swoich zawodników i krzyczał im jak mają grać, jakich błędów mają się wystrzegać, Banasik prowadził spokojną rozmowę z Krzelowskim i obserwował. Wnioski zachował na przerwę, w trakcie której Steelers znaleźli się w szatni z dala od trybun. Co padło z ust trenera Steelers- kilka zdań o tym, że pierwszą połowę jego podopieczni przespali a przede wszystkim grali nie swój futbol. Tyle dowiedziałem się po meczu rozmawiając z zawodnikami. Całości rozmowy nie chcieli jednak przytaczać. Po przerwie na murawę wyszli inni Steelers. Nie byli to już Ci sami gracze, którzy przed spotkaniem pewni siebie wyczekiwali pierwszego gwizdka. Byli skoncentrowani i czekający na pierwsze uderzenie. A ono nastąpiło już na początku drugiej połowy. Gdy Krzelowski kilkoma celnymi podaniami podprowadził swój zespół na 40 jard od endzone rywali na trybunach zrobiło się bardzo głośno. Przez bramę wszedł, z przepastną opaską na ramionach, Jacek Szafran. Zawodnicy Steelers wreszcie przestali patrzeć na bramę a skupili się na boisku. Po chwili wybuch radości- Krzelowski po ucieczce obrońcom Owls wypatrzył niepilnowanego Ostapowicza a ten zdobył pierwsze punkty w meczu. Remis. Wszyscy czekali na odpowiedź gości. Ta jednak ze względu na świetna postawę obrony Steelers nie nastąpiła. Znów w natarciu gospodarze i znów świetne zagranie rozgrywającego z Będzina. Krzelowski tym razem wziął ciężar zdobywania punktów na siebie i po 9 jardowym biegu zdobył przyłożenie. Gospodarze po raz pierwszy wychodzą na prowadzenie.
Goście dopiero po chwili ocknęli się z tego huraganowego ataku. Sposób w jaki to zrobili był ozdobą sobotniego pojedynku. Myszka rozpoczął drive 5 jardów od własnego endzone a zakończył przyłożeniem. Już w pierwszej akcji zaryzykował i podał celnie na ponad 40 jardów do Pawlaczka. Ten miał szansę zdobyć przyłożenie jednak w ostatniej chwili dosłownie za piętę chwycił go jeden z obrońców Steelers. Kolejna akcja i kolejny first down dla Owls. Do endzone przeciwnika 45 jardów. Myszka dostaje piłkę, ma sporo miejsca i czasu, wyrzuca futbolówkę na swoją prawą stronę daleko pod pole punktowe Steelers. Z tej strony gra Maciej Szlichta. Do tej pory łapał 10-15 jardowe outy. Tym razem przyszło mu się zmierzyć ze ścieżką fly. Będąc odwróconym do swojego rozgrywającego plecami na 10 jardów przed endzone złapał precyjnie rzuconą piłkę. Kolejne dziesięć jardów i punkty dla gości. Dwa punkty i znów wynik remisowy. Akcja meczu!
Obrona Steelers zwycięzcą meczu
Gdyby formacja defensywna gospodarzy dostosowała się do formy prezentowanej przez kolegów z ataku pierwsza połowa zakończyłaby się prawdziwym pogromem. Jak słusznie zauważył Mirosław Banasik po meczu- "Obrona dała możliwość ofensywie wygrania tego meczu i była oparciem w najtrudniejszych chwilach" Opoka rewelacyjnie spisująca się w pierwszych dwóch kwartach również w następnych zagrała równo i dobrze. Momentem rozstrzygającym o losach meczu wcale nie były dwa przyłożenia zdobyte w czwartej kwarcie a interception Mateusza Kamińskiego. Strata piłki przez Owls wyraźnie podminowała gości, którzy choć bardzo chcieli nie zdołali już zdobyć żadnych punktów i ostatecznie po wspaniałym widowisku przegrali 15:28.
Wakacje wakacjami ale pracy nigdy za wiele
Ktoś powie, że Steelers pokazali w meczu z Owls, że są zespołem niedojrzałym, który nie potrafi się koncentrować. od pierwszych sekund meczu. Faktycznie sądząc po grze ataku a przede wszystkim Krzelowskiego można uznać to zdanie za prawdziwe. Ofensywa zagrała najsłabsze dwie kwarty ze wszystkich spotkań rozegranych w tym sezonie. Lepiej, że ten kubeł zimnej wody spłynął na głowy Steelers w meczu z Owls niż z Tigers. Krakowianie wykorzystaliby znacznie efektywniej niemoc Krzelowskiego i kolegów. Te dwie pierwsze kwarty pokazały jednak coś ważniejszego na co niewielu zwróciło uwagę. Pomimo problemów w ataku napięta sytuacja nie przenosi się na graczy defensywy. Oni byli skupieni tylko i wyłącznie na swoich zadaniach. I trzeba przyznać szczerze ze swojej roboty wywiązali się z nawiązką. Nie pozwalając na odskoczenie przeciwnikowi sprawili, że w drugiej połowie atak nie musiał odrabiać trzech a tylko jedno przyłożenie. To wielki pozytyw sobotniego meczu. Drugim po stronie gospodarzy jest siła charakteru Mirka Banasika a co za tym idzie jego podopiecznych. Takie powroty, bez względu na sympatie, ogląda się świetnie.
W sobotę miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć w akcji bielawskie Sowy. Pomimo porażki goście wyjechali z Wojkowic z podniesionymi głowami. Ich sytuacja delikatnie się skomplikowała (mecz z Lions będzie decydujący) ale uważam, że to właśnie gracze z Dolnego Śląska zajmą trzecie miejsce i awansują do kolejnej fazy rozgrywek. Myszka, Szlichta i Pawlaczek w ataku, Jędrzejak, Sołtysiak i Remigiusz Pazdej w obronie to świetny kapitał.
Na koniec kilka słów o kibicach. Już dawno nie widziałem tak kapitalnej atmosfery na trybunach. Sympatycy obu zespołów sprostali wyzwaniu rzuconemu przez zawodników i również nie zawiedli. Brawo Steelers, brawo Owls.
Rycerze pokonują Lions w meczu przyjaźni
Przed pierwszym gwizdkiem Knights, zgodnie z tradycją polskiego rycerstwa przeprowadzili rozgrzewkę w cieniu okolicznych drzew. Lwy natomiast "wygrzewały" się na środku murawy rozciągając się raz w prawo raz w lewo. Postronnego widza na pewno uderzyła liczba zawodników poszczególnych drużyn. Nie obeznany z realami futbolu nad Wisłą widz mógł odnieśc wrażenie, że to właśnie gliwiczanie są gospodarzem niedzielnego meczu. Liczebnie przeważali jednak siła fizyczna i doświadczenie przemawiały za Rycerzami. Pierwsze minuty i pierwszy drive gości jednak tej tezie zaprzeczyły.
Rozgrywający gości, Łukasz Bachman, kilkoma celnymi podaniami wdarł się na połowę Knights. Gospodarze byli w delikatnej rozsypce co skrzętnie wykorzystał Paweł Klawender. Po 5 jardowym biegu zdobył przylożenie. Brak punktów z podwyższenia okazał się ważny w kontekście przebiegu całego spotkania. Gdyby Lwom udawało się zdobyć po każdym TD choć jeden punkcik, fieldgoal zdobyty przez Sobczyka w końcówce meczu nie miałby żadnego znaczenia a tak definitywnie przesądził o wygranej gospodarzy.
Ten nieoczekiwany obrót spraw wyraźnie zmobilizował Rycerzy. Wojciech Drąg kapitalnie prowadził drużynę wykorzystując zarówno swoich RB (Tomasz Buda, Piotr Marek, Marcin Żółty) czy korpus skrzydłowych (Piotr Kozub, Artur Jasieniecki). Jeszcze w pierwszej kwarcie doprowadził do wyrównania podając w pole punktowe do Kozuba. Druga kwarta to już popis gospodarzy, którzy mogli śmiało zdobyć więcej niż dwa przyłożenia. Na przeszkodzie wcale nie stanęli Lions a raczej dekoncentracja.
Podobnie jak na początku pierwszej połowy tak również początek drugiej należał do gości. Bachman znów dobrze prowadził zespół koncentrując się przede wszystkim na rzutach. Przyłożenie Klawendera sprawiło, że w Lwach odżyły nadzieje na korzystny wynik. Gospodarze jednak szybko ostudzili zapędy gości a bańka pękła za sprawą Tomka Budy i jego 10 jardowego biegu na touchdown.
Dodatkowym ciosem dla gości była kontuzja Łukasza Bachmana. Rozgrywający otrzymał mocne uderzenie w momencie rzutu piłki i w zasadzie przez dwie ostatnie kwarty obserwował swoich kolegów z własnej lini bocznej. Na jego pozycję wszedł Klawender i …zdobył przyłożenie. Popisywał się nie tylko biegami ale również podaniami- jego ulubionym celem był Krzysztof Legieżyński (Bachman częściej rzucaj do Dawida Panfila). Goście zbliżyli się na 8 punktów (znów ten brak podwyższeń) do gospodarzy.
Czwarta kwarta była esencją futbolu. Posiadanie piłki zazwyczaj kończyło się zdobyciem punktów i nikt do 28 sekundy przed końcem meczu nie był w stanie wskazać zwycięzcy. Choć po fenomenalnym przyłożeniu Marcina Żółtego i prowadzeniu 32:18 bliżsi sięgnięcia po 2 punkty byli gospodarze. W następnym drivie znów kapitalnie zagrał Klawender, który biegał, rzucał i blokował. Pracował za trzech by tylko jego zespół zbliżył się do Knights. Po touchdownie Żukowskiego a następnie dwóm punktom Pawła Babicza różnica pomiędzy zespołami wyniosła 6 oczek.
Do końca meczu pozostało mniej niż dwie minuty. Goście próbowali onside kick jednak piłka wpadła w ręce Rycerzy. Gdy pierwsza akcja zakończyła się niepowodzeniem, zresztą z winy Drąga, w drugiej rozgrywajacy Rycerzy udowodnił po raz kolejny swoją przydatność w zespole. Z anielskim wręcz spokojem rzucił czterdziestojardową piłkę do Kozuba. Skrzydłowy Rycerzy podobnie jak przez cały mecz nie miał problemów z wygraniem pojedynku powietrznego z o głowę od niego niższymi graczami Lions. Knights przesunęli się pod endzone rywali jednak trzy kolejne akcje nie przyniosły punktów. 24 jardy od pola punktowego holder Rycerzy przytrzymał piłkę a Sobczyk celnie posłał ją między słupki bramki gości. Zwycięstwo Rycerzy stało się faktem. Znów wracam myślami do tych nieszczęsnych podwyższeń! Gdyby nie one ostatni drive w wykonaniu gości nie byłby tylko o honor ale o cenne zwycięstwo.
Pisałem w relacji przedmeczowej o absencji Marcina Żółtego i wynikającej z tego tytułu olbrzymiej stracie w zespole Knights. Szkoda, że nie zagrał w meczu derbowym bo z pewnością napsułby sporo krwi Tygrysom. Na szczęście wrócił do futbolu. Nie piszę tego jako sympatyk jednej z krakowskich drużyn ale jako osoba lubiąca oglądać dobrych zawodników a właśnie za takiego uważam reprezentanta Polski z 2007 roku. Jego 62 jardowy bieg na przyłożenie był najpiękniejszą akcją niedzielnego meczu a postawa w całym spotkaniu godna odnotowania.
Spartans bliżej playoffs
Dzięki zwycięstwu nad Czerownymi Bykami, Spartanie są coraz bliżej kolejnej fazy rozgrywek. Zrównały się bilansem z płockimi Mustangami a dzięki korzystniejszemu bilansowi małych punktów wyprzedziły odwiecznego rywala w ligowej tabeli. Pomimo wygranej i oddaleniu zagrożenia ze strony poznaniaków sytuacja Spartans nie jest za różowa. Po przerwie wakacyjnej warszawiaków czeka wyjazdowe spotkanie z liderem, łódzkimi Torpedami a poźniej mecz z Fireballs, którzy nie mają w zwyczaju tanio sprzedawać właśniej skóry. Czerwone Byki natomiast wciąż zachowały szansę na awans choć zmniejszyły się one wyraźnie po domowej porażce. Mecz z Mustangami pod koniec września może okazać się spotkaniem o wymarzone playoffs.








Lipiec 13th, 2009 at 2:36 pm
Nie dodałem spotkania Warriors Scyzory gdyż opisem tego meczu zajmuje się Dami.
Lipiec 13th, 2009 at 2:48 pm
Opis meczu Warriors vs. Scyzory będzie jutro lub jeszcze dzisiaj wieczorem.
Lipiec 13th, 2009 at 3:14 pm
Dziękuje za miłe słowa lecz grałem dzięki trenerowi i graczom. Teraz musze bardziej się przyłożyć aby moja gra była coraz lepsza.
w 2007r grał od nas Piotr Marek teraz MLB wtedy jako liniowy i Karol Andrzejewski wtedy WR obecnie nie gra.
PS. Nie grałem w kadrze polski
Pozdrawiam
Lipiec 13th, 2009 at 6:01 pm
To moja pomyłka. Za szybko włożyłem na Ciebie koszulkę z orzełkiem na piersi. Nie jesteś chyba jednak zły:P
Lipiec 13th, 2009 at 7:11 pm
a może powinieneś zostac selekcjonerem kadry narodowej
Cieszy mnie to że wyraźnie poziom drugiej ligi się podnosi. Cztery mecze, każdy zadowolił kibiców. Ogólnie szkoda, że w Opalenicy mecz Byków ze Spartanami oglądało może 30 osób. W Kielcach na oko ze 200 widzów w tym około 20osobowy, hałaśliwy sektor sympatyków ze Śląska. Ile osób oglądało mecze Steelers i Knights?
Lipiec 13th, 2009 at 7:27 pm
W Krakowie mało, 30 osób w tym duża grupa Tigersów. Ale widowisko super!
Lipiec 13th, 2009 at 8:08 pm
Steelers vs Owls ,kolo 200 osob sie znalazlo
Lipiec 13th, 2009 at 8:22 pm
W Wojkowicach ok 250 osób ale hałasu robili przynajmniej za 1000:D
Lipiec 13th, 2009 at 8:26 pm
halas zrobili a relacji jeszcze nie ma..
Lipiec 14th, 2009 at 8:32 am
co do Opalenicy – minusem było miejsce rozgrywania spotkania – totalnie z dala od wszystkiego, boisko bez żadnych trybun – skądinąd super jakościowo – na takiej trawce aż chce się biegać
aż strach pomyśleć jak wyglądała po meczu – nie przyglądałem się, ale podejrzewam że trochę ją poszarpaliśmy …
Lipiec 14th, 2009 at 9:39 am
To fakt, boisko fajne, ale na końcu świata. Swoją drogą to trochę dziwne, że drużyna przenosi się do Poznania, by miesiąc później grac mecz kolkadziesiąt km za miastem. Wydaje mi się że w Poznaniu jest przesyt futbolu, 3 drużyny w jednym mieście to za dużo chyba…
Lipiec 15th, 2009 at 10:26 am
30 osób w Krakowie to niedoszacowanie, samych Tigersów było koło dziesięciu, przyzwoita grupka kibiców z Gliwic, kilkanaście osób z Nowej Huty – to na trybunkach. Do tego kibice (widzowie) stojący/siedzący na sidelinie Rycerzy naprzeciwko trybunek. Myślę, że w sumie, razem z tymi, którzy nie zostali na całym spotkaniu tylko się przewijając, mogło być 70 – 80 widzów.