czyli Tigers znów na szczycie, Silesia i Mustangi gromią, Husaria dalej od playoffów

Nie ma mocnych!

Wynikiem 30:6 zakończył się sobotni mecz, hit PLFA II, pomiędzy Kraków Tigers a Zagłębie Steelers. Po dwóch tygodniach przerwy na fotel lidera dywizji południowej powrócili krakowianie. Dodatkowo wywalczyli awans do pófłinału bez konieczności rozgrywania dodatkowego spotkania. W drugiej lidze tylko Tigers mogą się pochwalić mianem niepokonanej drużyny. Po pięknym zwycięstwie nad Hutnikami z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym wręcz z pewnością, można umieścić drużynę Michała Truszkowskiego w finale PLFA II.

 

Decydująca pierwsza kwarta

Choć  punktowa przewaga gospodarzy aż do czwartej kwarty nie była nie do odrobienia to Zagłębie pożegnało się ze zwycięstwem w pierwszych dwunastu minutach spotkania. Gdy po ładnym biegu powrotnym po kickoffie Ostapowicz znalazł się prawie na połowie boiska spora cześć trybun na Juvenii oszalała z radości. Oprócz żywiołowo reagującej grupy sympatyków Tygrysów w sobotę do Krakowa zawitali fani Zagłębia. Śledzenie meczu przy śpiewach,  motywujących okrzykach i burzy oklasków jest rewelacyjnym przeżyciem! Po trzech nieudanych próbach przebicia się przez szczelną obronę gospodarzy Hutnicy powinni wykopać futbolówkę, zważywszy, że znajdowali się na własnej połowie boiska. Mirek Banasik postanowił jednak zaryzykować (nie po raz ostatni zresztą). W czwartej próbie pozostawił na placu gry formację ofensywną. Brakujące 4 jardy były jednak odległością zbyt dużą i futbolówką trafiła w ręce gospodarzy. Ta niepotrzebna i błędna decyzja była pierwszą z kilku popełnionych przez trenera Steelers. Tygrysy przesuwały się z zegarmistrzowską wręcz precyzją, zdobywając jard po jardzie. Świetnie wykańczał akcje Maciej Ginalski, który swoimi biegami doprowadził Tigers na 6 jard. Wówczas futbolówka trafiła do FB Dawida Rechula i gospodarze cieszyli się z pierwszego przyłożenia. Michał Krzelowski i Mariusz Ostapowicz przypomnieli o sobie krakowskiej publiczności po dwóch minutach. Zaczynając z trzydziestego jarda rozgrywający gości rzucił na prawą stronę do Ostapowicza a ten w powietrznej walce "wyrwał" piłkę z rąk dwóch obrońców i nieatakowany przez nikogo wbiegł w endzone Tigers. Remis 6:6. Kibice zacierali ręce- hit, najlepszy mecz w drugiej lidze, spotkanie jakiego w Krakowie jeszcze nie było. Niestety srogo się zawiedli- wyjątek stanowili fani Tigers!

Zwycięstwo Tigers to efekt:

1. przemyślanej strategii- gdy Ostapowicz zdobywał punkty i wyrównywał wynik meczu, na linii bocznej Tygrysów nie zrobiło się niespokojnie. Do akcji wkroczył nowy nabytek gospodarzy Jeremy Woodall i ofensywny koordynator Paweł Rusin. Wzięli do siebie CB i safety na rozmowę. Gdy po spotkaniu rozmawiałem z Rusinem powiedział, że spodziewali się takiej gry dlatego mieli wariant alternatywny. Nakazali swoim zawodnikom w trzeciej linii obrony by nie walczyli z graczami Steelers o piłki w powietrzu a spokojnie czekali gdy Ci ją złapią a wówczas ... BUMMMM. Krzelowski rzucił 20 piłek- 7 celnie w tym jedno na przyłożenie, 3 INT a 13 razy skrzydłowi wypuszczali futbolówkę z rąk!!! Nie wszystkie dropy były efektem mocnych uderzeń obrońców Tigers ale te w najważniejszych momentach ( kilka razy Ostapowicz,w trzeciej kwarcie kilka jardów od pola punktowego Tigers- Kamiński) a i owszem. Z boku wyglądało to tak jakby w głowach Hutników zagościła myśl by  piłek nie łapać i po chwili z bólem żeber nie leżeć na murawie Juvenii. Gdy goście zaczynali wpadać w odpowiedni rytm i przesuwać się bliżej połowy Tigers Ci atakowali z jeszcze większą siłą i furią powalając często graczy Steelers w ich backfieldzie. Tygrysy świetnie rozczytały  playbook gości, żadna zagrywka Steelers nie była dla nich zaskoczeniem. Ba czasami odnosiłem wrażenie, że gospodarze szybciej wiedzieli o kolejnej akcji niż sami Hutnicy.

2. opanowania- pisałem o tym już kilka razy ale wspomnę i przy tej okazji. Porównując obecną grę z tą sprzed roku lub dwóch lat widać wyraźnie, że z tygrysków wreszcie wyrosły Tygrysy. Gdy po drugiej stronie boiska już po pierwszym nieudanym drivie ofensywy a w konsekwencji utracie punktów dało się zauważyć zwieszone głowy, nerwowo gestykulujących zawodników tak po stronie gospodarzy przez cały mecz cisza, skupienie, dyscyplina i porządek. Kaski nie walały się pod nogami zawodników, woda leżała w określonych miejscach, rozmowy odbywały się jedynie pomiędzy trenerami a zawodnikami a nie samymi graczami- jednym słowem pełen profesjonalizm. Podobno po sposobie rozgrzewki można wskazać faworyta konkretnego meczu. Ja dodałbym jeszcze, że od sposobu zachowana graczy na sidelinie.

3. równego a przez to silnego składu- w przedmeczowym wywiadzie Maciej Ginalski zwrócił uwagę na bardzo istotną rzecz, kwestię fundamentalną gdy idzie o uzyskanie odpowiedzi na pytanie skąd taka przemiania u Tygrysów. Mianowicie RB krakowian powiedział- Nie ma już przypadkowych osób na treningach jak dwa lata temu. Żeby u nas grać, zawodnicy muszą systematycznie udowadniać, że się do tego nadają. Mamy na tyle szeroką kadrę, że trener może sobie pozwolić na wykluczenie różnych zawodników. I każdy niemal zawodnik Tigers w każdym meczu "udowadnia" to Truszkowskiemu, Heeskew i Rusinowi. 

4. kilku indywidualności- w futbolu amerykańskim wygrywa i przegrywa drużyna. Powyżej napisałem, że Tigers są silni, siłą całego zespołu a nie poszczególnych graczy. Muszę jednak wspomnieć o kilku, którzy wybijają się ponad resztę:

RB Maciej Ginalski, Mieszko Łabuz, Artur Rozpędzik Dawid Rechul- każdy z nich inny pod wieloma względami, każdy z nich śmiertelnie groźny dla przeciwnika

QB Filip Mościcki- to zawsze był słaby punkt Tygrysów. Przestał nim być wraz z pojawieniem się Mościckiego. Z meczu na mecz szybszy, silniejszy po prostu lepszy.

LB Łukasz Kądziołka- lider defensywy, którego można efektywnie wykorzystać na kilku innych pozycjach. Jego gra przeciwko Steelers była muzyką dla duszy

SS Jeremy Woodall- nowy nabytek Tigers, z którego pod Wawelem będą mieli sporo pożytku!

SS Przemek Materniak- kapitalny powrót po kontuzji.

 

Przegrana Steelers to efekt:

1. błędów taktycznych- niepotrzebne decyzje dotyczące zdobywania brakujących jardów w czwartych próbach. Niepowodzenia w tych akcjach podcięły skrzydła nie tylko zawodnikom, którzy brali na siebie ciężar przedzierania się przez obronę Tygrysów (Krzelowski, Ostapowicz, Bratuszewski) ale również pozostałym, którzy dopingowali poczynania kolegów z linii bocznej. Wiara we własne siły i umiejętności została zachwiana a Banasikowi nie udało się jej już do końca meczu odbudować.

2. zbyt dużej liczby przewinień- krótko- Tylu żółtych flag nie widziano nawet na olimpiadzie w Pekinie!!! (po części dotyczy to również graczy Tigers!)

3. nieprzemyślanej strategii w ataku- jedno podanie do Ostapowicza wyszło i zostało zamienione na przyłożenie. Nie wiem dlaczego Krzelowski z takim uporem starał się powtórzyć to zagranie w niemal co trzeciej akcji? Reverse- bardzo skuteczna broń Steelers- kończyły się stratami rzędu 5-10 jardów a były powtarzane, raz nawet akcja po akcji! Brak wcześniej ustalonej a przynajmniej na bieżąco zmienianej kolejności zagrywek. Dobór kolejnych akcji wydawał się przypadkowy i na nieszczęście dla Steelers źle dobrany do ustawień Tigers.

4. upuszczonych piłek- za tak małą ilość zdobytych punktów winić nie należy Krzelowskiego a kolegów, do których rzucał piłki. Obserwujący mecz kontuzjowany Jacek Szafran skakał co kilka minut w powietrze i pokrzykiwał na kolegów z boiska. Nie wierzył, że nie będąc atakowanym, otrzymując idealne podanie można nieopanować futbolówki. Skrzydłowi, running backowie Steelers w tym meczu zrobili niezłego psikusa swojemu rozgrywającemu!

 5. Po prostu- Steelers tego dnia byli znacznie słabsi od Tigers.

 

 

Ostre strzelanie w Białymstoku i Płocku. Kozły lepsze od Husarii

Mecz w Płocku miał być jednostronnym widowiskiem i był. 337 straconych punktów w ciągu sezonu przez Griffons to niechlubny rekord PLFA. Dzięki zdobyciu 81 punktów a także potknięciu Torped przed tygodniem Mustangi zajmują obecnie pierwsze miejsce w dywizji północnej. Opłacało się zatem pognębienie beniaminka i wyśrubowanie nowego rekordu PLFA (nikt wcześniej nie wygrał różnicą 81 punktów).

 

 

Lowlanders niestety nie poprawili niczego przez okres wakacji. A może to rewelacyjni Górnicy nie dali szans na pokazanie nowo nabytych umiejętności przez graczy z województwa podlaskiego? Abstrahując od tego białostoczanie najprawdopodobniej dołączą do Tigers i zakończą sezon w pierwszej lidze bez zwycięstwa- czyżby przepaść między I a II ligą była aż tak duża?! Silesia dzięki wysokiemu zwycięstwu jest już o krok od półfinałów. Czyżby Górnicy mieli się znów znaleźć w wielkim finale?!

 

Po dobrym początku rozgrywek, druga część dla Husarzy miała być równie obiecująca. Porażka z Kozłami mocno  jednak komplikuje sytuację graczy z Gryfina przed ostatnią kolejką- mecz z The Crew. Bliżej dokonania tej sztuki zdają się być zawodnicy z Poznania. Końcówka obecnego sezonu będzie najciekawsza od początku istnienia Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego.