Mistrzostwa Powiatu Wadowickiego Szkół Ponadgimnazjalnych w wyciskaniu.

 

20 maja 2011 odbyła się już 6 edycja Mistrzostw Powiatu Wadowickiego Szkół Ponadgimnazjalnych w wyciskaniu sztangi leżąc. Dotychczas zawody odbywały się wg formuły Wilks'a (czyli stosunek wyciśniętego ciężaru do masy ciała zawodnika przeliczany wg specjalnie opracowanego współczynnika Wilks'a).

 
Pierwszą edycję w 2006 roku wygrał Łukasz Matejko – 85,84 pkt (Wilks'a) - 66,5 kg (waga zawodnika) – 110 kg (wyciśnięty ciężar)
2007: Kamil Szkut – 84,04 pkt – 64,5 kg – 105 kg
2008: Piotr Mika – 94,62 pkt – 92,3 kg – 150 kg !!!
2009: Marcin Szeliga – 91,86 pkt – 66 kg – 117 kg
2010: Mateusz Madeja – 101,6 pkt – 63,3 kg – 125 kg !!!
 
W tym roku została zmieniona formuła rozgrywania zawodów, by uatrakcyjnić nieco rywalizację. Nadal ważny jest stosunek wyciśniętego ciężaru do masy ciała zawodnika, ale w nieco innych proporcjach.  Zawody składały się dwóch konkurencji: 
I – polegała na wyciśnięciu 1CM (zawodnik na to miał 3 podejścia)
II – polegała na tym by jak największą ilość powtórzeń wycisnąć ze sztangą równą wadze ciała zawodnika. 
Następnie sumujemy miejsca (punkty) zdobyte przez zawodnika w poszczególnych konkurencjach ( w zawodach wystartowało 16 zawodników, więc za pierwsze miejsce w danej konkurencji zawodnik otrzymywał 16 pkt, za drugie 15 pkt, itd. Maksymalnie więc można było zdobyć łącznie po dwóch konkurencjach 32 pkt). Jeżeli dwóch zawodników otrzymało łącznie taką samą ilość punktów to decydowała I konkurencja – czyli, większy wyciśnięty 1CM (ciężar maksymalny). Gdyby zawodnicy w I i II konkurencji osiągnęli identyczne wyniki, to wygrywa zawodnik z lżejszą wagą ciała.
 
Ostateczne wyniki Mistrzostw:
1 miejsce: Dominik Miśków (73 kg) – 31 pkt – 129,5 kg (1CM) – 25 ( ilość wyciśniętych powtórzeń z własną masą ciała)
2 miejsce: Mateusz Madeja - „Ubiegłoroczny Mistrz” (63,5 kg) – 31 pkt. - 129 kg – 27
3 miejsce: Bartłomiej Karelus (66,5 kg) – 28 pkt. - 115,5 kg – 24
 
Harnasiowe_zawody.jpg
 
Wydaje się, iż nowa formuła jest bardziej atrakcyjna dla publiczności i zwiększa poziom rywalizacji  (aczkolwiek wg. starej formuły Wilks'a tytuł obroniłby Mateusz Madeja).
 
Na koniec wielkie podziękowania dla portalu sportowiec.org i jego Redaktora Naczelnego – MaserTiger'a za ufundowanie wspaniałych nagród (koszulki, rękawiczki, szejkery i bidony sportowe). 
 
 
Niech będzie z Wami siła i honor!!!
 
 
Relacja widziana oczyma Mistrza Dominika:  „Mission Impossible „ :
 
Tego dnia poranek był słoneczny - tak, niewykluczone, że tak - byłem bardzo przejęty zawodami - nieistotne szczegóły umykały mej uwadze. Pobudka, szybki prysznic, śniadanko i pierwsze problemy… Mrożona rybka, która miała być „mało oblodzona” okazała się być w większości kawałkiem lodu, a na dodatek ryż nie chciał się dogotować. Zjadłem, a raczej wchłonąłem surowy z wielkim apetytem, takie szczegóły nie mogły mi przeszkodzić. Wskoczyłem na rower i do szkoły. Przez prawie cały czas myślałem o taktyce, wiedziałem, ze mój najgroźniejszy rywal jest ode mnie silniejszy, ale miałem jedna przewagę, Mateusz, bo tak się nazywa, nie wiedział, że jestem już tylko krok za mim.
 
Po drodze do szkoły spotkałem przyjaciela z siłowni, zostawiłem u niego rower, a jego rodzice nas podwieźli – dzięki temu byliśmy na czas. Wraz z resztą ekipy Kocierskich Harnasi szybko przygotowaliśmy halę do zawodów, pozostało czekać na konkurentów… Zawody rozpoczęły bez opóźnień, przywitanie gości i zawodników, ważenie – wreszcie można jeść i pić – i zaczynamy. Dalej pamiętam już tylko pojedyncze sceny…
 
Pierwsza seria, Mateusz 120, ja 120.5 – zaliczone. Druga, Mateusz 125, ja 125.5 – też zaliczone, pierwsza część planu się udała, po drugim podejściu byłem przed rywalem, teraz wystarczyło podpuścić go, aby ustawił ciężar ponad jego siły. Licytacja przed trzecią próbą, Mateusz 126, ja 126.5, On 127, ja 127.5, On 128, ja 128.5, On 129, ja 129.5 I tu się zatrzymała, Mateusz dobrze wiedział, że próbuje wywieść go w pole i nie licytował dalej – plan A zawiódł. Pozostało mieć nadzieję, że Mateusz nie zaliczy boju. Pamiętam, że chwile przed jego podejściem rozmawialiśmy – skończyliśmy życząc sobie nawzajem powodzenia. Mateusz wycisnął 129 bez większych problemów – zamiast podłamać bardzo mnie to zmotywowało. 

 
Gdy położyłem się na ławce cały świat przestał istnieć, zostałem tylko ja sztanga i dobiegające z oddali dźwięki „Pieśni o małym rycerzu”. Mam skłonność do bardzo wolnego opuszczania sztangi, ale tym razem było inaczej, opuściłem dynamicznie i lekko odbiłem – wszystko szło idealnie do połowy ruchu, później siła mnie opuściła. Czułem wszechogarniająca niemoc, ale powiedziałem sobie muszę – jakże wilką różnicą jest pomiędzy podejściem „chcę”, a „muszę” – powoli docisnąłem lewą rękę a później prawą,udało się, nie wiem jak, ale udało się!

 
 
 po_zawodach.jpg
 
 
Pozostała jeszcze druga konkurencja – wyciskanie swojej masy ciała na ilość powtórzeń, do zwycięstwa wystarczyło mi tu już tylko drugie miejsce, więc wydawało się to tylko kwestia formalności… Wydawało się, bo drugie miejsce zdobyłem rzutem na taśmę. Wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności złożyło się na moje zwycięstwo, mówią, że szczęście sprzyja lepszym, tym razem było jednak inaczej…
 
Nadszedł czas na koronację zwycięzców – byłem tak przejęty, że zapamiętałem tylko słowa Redaktora Naczelnego portalu sportowiec.org i zarazem sponsora zawodów Marcina Fabera „Nie przestawaj ćwiczyć.” – Nie przestanę, to mogę zagwarantować!
wreczenie_nagrod.jpg
 
 
Tak, z pewnością będę pamiętał ten dzień do końca życia.
 
Na koniec chciałbym podziękować kilku osobom, bez których na pewno nie osiągnąłbym tego, co mi się udało: Panu Marcinowi Musiałowi za profesjonalne prowadzenie treningów(jakże dobrze jest nie musieć martwić się o rozpiski, mieć pewność, że gdy trening nie pójdzie to zaraz trener poprawi coś w rozpisce, da cenną radę etc.), Szymkowi Kudłacikowi – to on pierwszy zabrał mnie na siłownię, reszcie chłopaków z drużyny: Maćkowi, Mirkowi, Bartkowi, Arielowi, Oskarowi i Arkowi za wspaniałą atmosferę na treningach i na koniec Mateuszowi Madeji za możliwość cudownej rywalizacji – im większy przeciwnik tym większa radość z wygranej.
 
Autor tekstu: Dominik Miśków.
 
zawody_zdjecie.jpg
 
 
 
Dominik_Miskow.jpg
 
Dominik_Miskow_2011.jpg
 
Dominik_Miskow2.jpg