Po przerwie wakacyjne wznowione zostały rozgrywki PLFA zobacz, jakie padły wyniki.
Mecz przez wielu zapowiadany jako rewanż za ubiegłoroczny finał dostarczył licznie zgromadzonej publiczności sporej dawki emocji. Po kapitalnej czwartej kwarcie aktualni mistrzowie Polski, wrocławski zespół The Crew pokonał AZS Silesia Miners 20:19 potwierdzając tym samym aspiracje do obrony tytułu.
„Defense wins championships” to słynne hasło nadużywane przez komentatorów zza oceanu w Polskich warunkach powinno raczej brzmieć następująco – Mistakes wins championships. Właśnie błędy odegrały główną rolę w starciu dwóch najlepszych drużyn poprzedniego sezonu. Błędy, dzięki, którym w Piekarach Śląskich kibice mogli podziwiać kawał dobrego futbolu, grę pełną zwrotów akcji, trzymającą w napięciu do ostatnich wręcz sekund.
Gdy mamy okazję oglądać zmagania futbolowe z udziałem Silesii możemy być pewni, że nie będzie brakowało emocji zarówno na boisku jak i na trybunach. Po raz kolejny kibice dumnie nazywający się Miners Nation stanęli na wysokości zadania przygotowując ładną oprawę i prowadząc momentami ogłuszający doping przy akompaniamencie orkiestry dętej. Na szczęście zawodnicy nie odbiegali poziomem od kibiców i co chwilę dawali powody do niepohamowanych wybuchów radości.
Jako pierwsi przy piłce znaleźli się zawodnicy The Crew. Jednak przerwa wakacyjna dała znać o sobie i już w pierwszym drivie mistrzowie utracili piłkę na rzecz przeciwnika. Na ich nieszczęście Silesia wznawiała grę zaledwie 30 jardów od ich pola punktowego. Gospodarze w pełni wykorzystali błąd wrocławian i po 29 jardowym podaniu od rozgrywającego Bartłomieja Jaguszewskiego swoje pierwsze przyłożenie zdobył skrzydłowy Witold Wolny. Dolnośląski zespół.
zrehabilitował się poprzez zablokowanie próby podwyższenia, która zarówno dla jednej jak i dla drugiej drużyny w tym dniu stanowiła nie lada trudność. Mistrzowie zaskoczeni takim obrotem spraw zaczęli grać rozważniej. QB The Crew Rafał Łysiak często korzystał ze swoich runningbacków jak i skrzydłowych. Dzięki temu „Załoga” szybko odrobiła straty po 5 jardowej akcji biegowej Pawła Wojcieszaka. Trybunami jednak wstrząsnęło przyłożenie Mateusza Grzędzińskiego, który przechwycił piłkę i po 36 jardowym biegu powrotnym wyprowadził The Crew na prowadzenie. Pierwsza kwarta zakończyła się zwycięstwem wrocławian 13:6. Druga natomiast bezsprzecznie należała do Silesii. Górnicy zaczęli grać twardo w obronie i składniej w ataku czego ukoronowaniem było kolejne kapitalne podanie Jaguszewskiego w strefę punktową The Crew. Po raz drugi piłkę złapał Wolny i przed przerwą doprowadził do remisu. Do szatni oba zespoły schodziły przy wyniku 13:13.
-Miners pokazali bardzo dobry futbol, my natomiast zagraliśmy poniżej naszych oczekiwań. Mecze po przerwie są trudne, jednak nic nie usprawiedliwia tego, że faktycznie zagraliśmy dość przeciętnie. Miners to bardzo dobra drużyna która nadal liczy się w walce o playoff i nie można ich lekceważyć. W tym meczu faktycznie postawiła nam poprzeczkę dość wysoko – przekonuje RB The Crew Jakub Płaczek.
Horror w czwartej kwarcie
Do przerwy drużyny stworzyły interesujące widowisko. Rozgrywający, co chwilę popisywali się długimi podaniami nie bojąc się przechwytów. Przez to po przerwie na obiekcie MOSiRu w Piekarach Śląskich nie ubyło a przybyło kibiców. Ci co postanowili pozostać do samego końca na pewno nie żałują decyzji gdyż prawdziwy mecz rozpoczął się dopiero w ostatniej kwarcie. Po przerwie w lepszych nastrojach wyszli gospodarze. To do nich należało ostatnie słowo w drugiej kwarcie. Również trzecia zakończyła się ich zwycięstwem. Znów błąd popełniła drużyna mistrza Polski. Silesii udało się zablokować punt i przejąć piłkę kilka jardów od endzone przeciwnika. Podobnie jak w pierwszej odsłonie miejscowi wykorzystali prezent i po jedno jardowym biegu Marka Stajera wyszli na 6 punktowe prowadzenie. Przy próbie podwyższenia za jeden punkt na nieszczęście Górników futbolówka trafiła słupek. Jak się później okazało był to punkt na wagę remisu. The Crew wyraźnie byli przybici takim obrotem spraw.
Ich gra nie była płynna. Dość często przytrafiały się indywidualne błędy. Do kibiców powoli zaczęła docierać myśl, że Mistrza da się pokonać szczególnie widząc przygnębioną ławkę rezerwowych The Crew, która wręcz na leżąco przyglądała się poczynaniom swoich kolegów na boisku. Czasami w sporcie wystarczy jednak jakaś mała iskierka by podnieść się z kolan. Taką niewątpliwie były akcje biegowe Jakuba Płaczki, który wlał nadzieję w serca zawodników mistrza Polski. Dzięki jego wyczynom goście zbliżyli się do endzone Silesii: – W ostatniej kwarcie tak naprawdę dopiero wskoczyliśmy na odpowiedni tryb, który gdzieś się zaciął na początku meczu, a ten skuteczny drive to zasługa ciężkiej pracy całego offensu, który zaczął grać tak jak potrafi najlepiej czyli skutecznie i konsekwentnie – skromnie komentuje Płaczek.
Po 3 jardowym biegu Łukasza Omelańczuka wrocławianie doprowadzili do remisu. W przeciwieństwie do rywali poprawnie wykonali podwyższenie i wyszli na jednopunktowe prowadzenie. To co nastąpiło później mroziło krew w żyłach raz zwolennikom Silesii jak The Crew. Piłka w ciągu kilku minut trzykrotnie zmieniała właścicieli. Raz padła łupem gospodarzy (fumble) i dwukrotnie gości (2 interception). Obronną ręką z tego całego zamieszania wyszła Załoga ostatecznie zwyciężając Ślązaków 20:19.
Szanse Silesii na awans do następnej fazy rozgrywek po sobotniej porażce z pewnością zmalały. Kolejne mecze będą ostatnią deską ratunku. Czy uda się powtórzyć wynik sprzed roku? Przyjdzie nam się o tym przekonać po meczu z Devils Wrocław. Czyżby w PLFA powstał kolejny klasyk o awans do playoff? The Crew natomiast grało w kratkę. Dobre akcje w obronie jak i ataku przeplatane były rażącymi błędami indywidualnymi. Trzeba uwierzyć na słowo prezesowi Wyszkowskiemu, że The Crew powoli się rozpędza i optymalnej prędkości nabierze dopiero w playoffach.
AZS Silesia Miners – The Crew Wrocław 19:20 (6:13, 7:0, 6:0, 0:7)
I kwarta
SM 6:0 przyłożenie Witolda Wolnego po 29-jardowym podaniu Bartłomieja Jaguszewskiego
TC 6:6 przyłożenie Pawła Wojcieszaka po 5-jardowej akcji biegowej
TC 6:13 przyłożenie Mateusza Grzędzińskiego po 36-jardowej akcji powrotnej po przechwyceniu piłki rzuconej przez rozgrywającego Miners (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
II kwarta
SM 13:13 przyłożenie Witolda Wolnego po 27-jardowym podaniu Bartłomieja Jaguszewskiego (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)
III kwarta
SM 19:13 przyłożenie Marka Stajera po 1-jardowej akcji biegowej
IV kwarta
TC 19:20 przyłożenie Łukasza Omelańczuka po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
W miniony weekend byliśmy świadkami pierwszego, historycznego zwycięstwa, w ramach PLFA II, drużyny Zagłębie Steelers Interpromex nad zawodnikami Warsaw Spartans 13:43. Po raz kolejny okazało się, że typowanie faworyta w futbolu amerykańskim jest co najmniej trudne. Cytując naszą srebrną medalistkę z olimpiady w Pekinie, Maje Włoszczowską „W matematyce oprócz statystyki jest jeszcze rachunek prawdopodobieństwa według którego wszystko jest możliwe”. I tak też było tym razem. Statystycznie rzecz ujmując silniejsza drużyna walcząca o awans do pierwszej ligi PLFA przegrała z zespołem walczącym o honor.
Miłe złego początki
Po pierwszej akcji mecz zapowiadał się na bardzo emocjonujący. Faworyt spotkania , Warsaw Spartans, pokazali że i interesuje ich tylko zwycięstwo. Obrona warszawian w pierwszym akcji defensywnej cofnęła ofensywę hutników o blisko 47 jardów. I po 3-jardowej akcji biegowej Tomasz Piskała zdobył pierwsze punkty w tym spotkaniu zaledwie kilka minut po jego rozpoczęciu. Przy próbie podwyższenia piłka została zablokowane przez special team rywali. Dużą zasługę w tak szybkim uzyskaniu prowadzeni a przez Spartan miała ofensywa Steelers, która popełniła szereg fatalnych błędów. Cała sytuacja zapowiadała, że warszawianie powinni bez większego problemu kontrolować przebieg spotkania. Jednak na odpowiedz hutników nie trzeba było długo czekać. Po kilku minutach walki w środkowej strefie boiska bardzo udanym, 20-jardowym, podaniem popisał się rozgrywający Steelers, Michał Krzelowski , który otworzył drogę do pola punktowego Jackowi Szafranowi a ten ustalił wynik spotkania na 6:6. Także i w tym przypadku ofensywa Steelers nie zdołała zdobyć dodatkowych punktów z podwyższenia. Najważniejszą rzeczą, jaka zyskali hutnicy po tej akcji było odsłonięcie najsłabszego punktu defensywy warszawian – obrony podań. Steersi bardzo szybko zwęszyli swoją szanse i już po chwili byliśmy świadkami całej serii długich zagrań górą, które w bardzo szybkim czasie przyniosły rezultaty w postaci zdobycia kolejnego TD. Po raz drugi QB Zagłębia pokazał że potrafi celnie rzucać. Tym razem piłkę odebrał Mariusz Ostapowicz i bez większych przeszkód ze strony Spartan zdobył kolejne przełożenie(6:12). Kolejna próba podwyższenia zostało zablokowana przez warszawian.
Taki wynik utrzymał się aż do pierwszej przerwy w tym spotkaniu. Niestety nie była to regulaminowa przerwa w grze między kwartami, ale przerwa techniczna. Przyczyną był brak karetki ratunkowej i ekipy medycznej podczas meczu. Według przepisów PLFA podczas rozgrywania spotkań organizator musi zapewnić opiekę medyczną. Sędziowie nie mieli innego wyboru jak przerwać spotkanie i wyjaśnić sprawę. Rozpoczęły się gorączkowe zabiegi organizatorów, aby dojść do porozumienia z umówioną firmą. Po godzinie mecz został wznowiony. Na szczególne uznanie zasługuje postawa graczy Zagłębia którzy nie musieli zgodzić się na kontynuowanie gry po tak długiej przerwie wynikającej z braku karetki. Mogli zażądać walkowera. Hutnicy pokazali jednak, że przyjechali do Warszawy walczyć. Tuż po pojawieniu się karetki i wznowieniu gry Steelers podwyższyli wynika spotkania o kolejne 6 punktów. I kwarta zakończyła się wynikiem 6:18.
Po szybkiej zmianie stron widzowie mogli odnieść wrażenie, że to co się dzieje na boisku już gdzieś widzieli. W pierwszej akcji II kwarty Spartanie bez większych przeszkód zbliżyli się do pola punktowego hutników. Co skutkowało zdobyciem przez warszawian przyłożenia po 3 jardowej akcji biegowej. Udanym biegiem popisał się QB Spartan Bartłomiej Ochnio a po chwili udanym podwyższeniem za 1 punkt popisał się Paweł Piskała. Warszawianie zmniejszyli przewagę gości do 5 punktów ustalając wynik na 13:18. Kiedy wydawało się że gospodarze wrócili do gry przypomniał o sobie QB Steelers, Michal Krzelowski, który skopiował akcje QB Spartan i po 4 jardowym biegu zdobył przyłożenie(13:24). Do końca pierwszej połowy spotkania wynik nie uległ zmianie.
Nokaut Spartan
To, czego byliśmy świadkami w drugiej połowie spotkania można nazwać wielkim zaskoczeniem. Drużyna gospodarzy po dobrym, jak zwykle, początku całkowicie osłabła. Spartanie nie byli wstanie skonstruować żadnej serii akcji ofensywnych żeby zbliżyć się pod end zone Steelers. Natomiast goście wręcz przeciwnie, nabrali wiatru w żagle i parli na przód. W efekcie zdobyli jedyne przyłożenie w III kwarcie za sprawą Konrada Starczewskiego, który chwile później przy pomocy całej formacji ofensywnej udanie wniósł piłkę w pole punktowe Spartan podwyższając o 2 punkty. Wynik spotkania uległ zmianie na 13:32 dla Steelers.
Ta strata całkowicie podcięła skrzydła Spartanom. Warszawianie z całych sił walczyli o odrobienie strat, ale bez skutecznie. Przeszkodą nie do przejścia oprócz bardzo dobrze grającej defensywy Steelers okazały się kontuzje, które wykluczyły trzech graczy podstawowego składu. Cała ta sytuacja spowodowała, że mimo widocznej chęci walki warszawianie nie byli wstanie nic zrobić.
Natomiast rozluźnieni już hutnicy parli dalej na przód. Zdobywając kolejne jardy. W IV kwarcie zawodnik Steelers, Jacek Szafran, popisał się pięknym kopnięciem z 30 jardów zdobywając kolejne 3 punkt do kolekcji. Spartanie nie byli wstanie już niczym odpowiedzieć. Na domiar złego przy próbie podanie QB warszawian został zablokowany i upuścił piłkę( fumble). Takiej okazji hutnicy nie mogli przepuścić. Futbolówkę dopadł Mateusz Litewka i po 49 jardowym biegu zdobył kolejne 6 punktów, do tego podwyższył o 2 punkty Marcin Bratuszewki . Steelrs zwiększyli swoje prowadzenie do 30 punktów przewagi. Wynik spotkania 13:43 dla Zagłębie Steelers Interpomex.
Podsumowując, to spotkanie nie stało na bardzo wysokim poziomie, ale przyniosło wiele ciekawych momentów. Przede wszystkim na własne oczy widać było jak teoretycznie silniejsza drużyna, ale z brakami kadrowymi i kondycyjnymi przegrywa z niżej klasyfikowanym, ale poukładanym zespołem. Oba składy popełniały bardzo dużo prostych błędów(nielegalna formacja, faulstart) co skutkowało bardzo duża ilością kar. A dla Steelers – nawet nie uznaniem zdobytych punktów. Jedno, czego nie można było odmówić obu drużyną to wola walki.
Warsaw Spartans – Zagłębie Steelers 13:43 (6:18, 7:6, 0:8, 0:11)
I kwarta
WS 6:0 przyłożenie Tomasza Piskały po 3-jardowej akcji biegowej
ZS 6:6 przyłożenie Jacka Szafrana po 20-jardowym podaniu Michała Krzelowskiego
ZS 6:12 przyłożenie Mariusza Ostapowicza po 23-jardowym podaniu Michała Krzelowskiego
ZS 6:18 przyłożenie Mariusza Ozimka po 6-jardowej akcji biegowej
II kwarta
WS 13:18 przyłożenie Bartłomieja Ochnio po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Paweł Piskała)
ZS 13:24 przyłożenie Michała Krzelowskiego po 4-jardowej akcji biegowej
III kwarta
ZS 13:32 przyłożenie Konrada Starczewskiego po 21-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Konrad Starczewski)
IV kwarta
ZS 13:35 30-jardowe kopnięcie z pola Jacka Szafrana
ZS 13:43 przyłożenie Mateusza Litewki po 49-jardowej akcji powrotnej po odzyskaniu zgubionej piłki (fumble) przez ofensywę Spartan (podwyższenie za dwa punkty Marcin Bratuszewski)
Niespodzianką zakończyło się sobotnie spotkanie Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego w Poznaniu. Miejscowe Kozły nie tylko wytrzymały napór mistrza Polski – The Crew, ale zwyciężyły 8:6.
Już od pierwszej kwarty sytuacja na boisku przybrała nieoczekiwany dla gości obrót. Krzysztof Supel z poznańskich Kozłów po 15-jardowej akcji wbiegł w pole punktowe wrocławian. Chwilę później podwyższenie zdobył Michał Studziński i Kozły prowadziły już 8:0. I choć The Crew starało się odrobić straty to jednak nie zdołali w pierwszej połowie przełamać obrony gospodarzy.
Dopiero w trzeciej kwarcie mistrz Polski przypomniał sobie jak zdobywać punkty. Rafał Łysiak podał do Aleksandra Depa, który zdobył 6 punktów. Jednak podwyższenie było nieskuteczne. Jak się okazało były by to bardzo ważne punkty, których zabrakło The Crew do remisu. Wrocławianie walczyli jednak do końca. W swojej ostatniej serii zagrań zdołali dojść blisko pola punktowego przeciwników i spróbowali wykonać field goala. Jednak kopnięcie zostało zablokowane. Po tej akcji piłkę mieli w swoim posiadaniu gospodarze, którzy rozegrali końcówkę taktycznie i zachowali wygraną. Dzięki temu wciąż mogą walczyć o 6 pozycję w tabeli, która uchroni ich od barażów.
Kozły Poznań – The Crew 8:6 (8:0, 0:0, 0:6, 0:0)
I kwarta
KP 8:0 przyłożenie Krzysztofa Supla po 15-jardowym biegu (podwyższenie za dwa punkty Michała Studzińskiego po 3-jardowym biegu)
II kwarta
III kwarta
TC 8:6 – przyłożenie Aleksandra Depa po 11-jardowym podaniu Rafała Łysiaka
IV kwarta
Po raz kolejny Kraków Tigers nie zdołali wygrać meczu w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego. Tym razem zostali pokonani przez Husarię Szczecin na swoim terenie. Końcowy wynik 3:20.
pozostało mu tylko dwa jardy, które pokonał bez problemów. Tygrysy próbowały nawiązać jeszcze walkę 41-jardowym kopnięciem z pola, które skutecznie wykonał Przemysław Materniak ustalając tym samym wynik na 3:6.
Później nastąpiło wiele wymian między formacjami, jednak żadnej stronie nie udało się zdobyć punktów. Taka sytuacja trwała aż do trzeciej kwarty, w której Husaria zdobyła 14 punktów. Najpierw 5-jardową akcją biegową przyłożenie zdobył Tomasz Komosa. Ten sam zawodnik podwyższył za chwilę o 2 oczka. Gdy gospodarze próbowali nadrobić dystans i akcjami podaniowymi zbliżyć się do pola punktowego rywali gracz Husarii Szczecin Michał Nowicki przechwycił piłkę, przebiegł 65 jardów i zdobył dla gości kolejne 6 punktów. W ostatniej części gry wynik się nie zmienił.
Krakowskie Tygrysy nadal pozostają w samym dole tabeli i są niemal pewni spadku do drugiej ligi. Husaria natomiast desperacko walczy, aby nie trafić do strefy barażowej.
Kraków Tigers – Husaria Szczecin 3:20 (3:6, 0:0, 0:14, 0:0)
I kwarta
HS 0:6 – przyłożenie Bartosza Kalejty po 2-jardowej akcji powrotnej po zablokowaniu puntu
KT 3:6 – kopnięcie z pola Przemysław Materniak
III kwarta
HS 3:14 – przyłożenie Tomasza Komosy po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za 2 punkty również Tomasz Komosa)
HS 3:20 – przyłożenie Michała Nowickiego po 65-jardowej akcji powrotnej po przechwycie piłki
Relacja filmowa







