Kraków od niedzieli jest pomarańczowo-czarny
Długą (oby) historię czas zacząć!
Pogoda od ponad tygodnia nie rozpieszczała mieszkańców południowej Polski. Dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem wszyscy z niepokojem spoglądali w górę z pytaniem na ustach- będzie padać czy zaświeci słoneczko? Zaświeciło i to jak! Kibice wachlowali się nieustannie pijąc olbrzymie ilości wody. Co chwilę złorzeczyli na brak krytej trybuny na obiekcie Juvenii. Dziesięć metrów przed nimi w nieziemskim wręcz ukropie walczyli zawodnicy dwóch krakowskich drużyn futbolu amerykańskiego. Żar lał się z nieba przez trzy godziny nie oszczedzając żadnego gracza. Tu nie liczył się kolor koszulki, przynależność klubowa nie miała żadnego znaczenia. Każdy po równo dostał wręcz zabójczą ilość promieni słonecznych. Pomimo tych strasznych warunków wszyscy opuścili stadion zadowoleni- no może troszeczkę mniej sympatycy Rycerzy.
Meczu specjalnie nie trzeba było reklamować. Derby to w Krakowie rzecz święta! Dzień w roku, który można przyrównać jedynie do ważnych uroczystości państwowych lub kościelnych. W przypadku futbolu amerykańskiego, na czas trwania spotkania pomiędzy Tigers a Knights, ulice nie opustoszały, ale na obiekcie Juvenii pojawiło się ponad 600 sympatyków tej młodej dyscypliny sportu. Pierwsze 5 minut meczu wprawiło w osłupienie nie tylko sympatyków Tigers ale przede wszystkim Knights. Posłuchajcie…
Pierwszy historyczny pojedynek pomiędzy Tygrysami a Rycerzami rozpoczął kickoffem Mieszko Łabuz. Futbolówka poszybowała wysoko i daleko upadając na 5 jardzie połowy przeciwników. Returner Knights z wielkimi kłopotami opanował piłkę ale obok siebie miał już kilku zawodników gospodarzy. Mocne uderzenie, upadek na ziemię i line of scrimmage na 14 jardzie od własnego endzone. Wojciech Drąg rozpoczął drive od akcji biegowych. Wariant bezpieczny gdy weźmiemy miejsce rozpoczęcia akcji. Świetnie spisała się defensywa miejscowych, która do tej pory dała sobie wbić tylko 14 oczek. Maciej Turzański dopadał przeciwnika z szybkością i zaciekłością zwierzaka, który widniał w logo zespołu. Nikt nie był w stanie ustrzec się przed słynnym "lotem Turzana". Jako jedyny spośród grających zawodników był świadkiem odejścia Bartka Zbroi z drużyny. Jego mobilizacja i świetna postawa na początku więc nie dziwi. Pomimo usilnych starań ofensywa Rycerzy nie zdobywa 1st down i w czwartej próbie ratowała się puntem.
Piotr Kozub spokojnie złapał piłkę jednak później było już tylko gorzej. Tygrysy sforsowały bloki Rycerzy i znalazły się przy punterze gości. Kozub kopnął piłkę jednak zamiast polecieć wysoko i przede wszystkim daleko uderzyła w jednego z przeciwników i upadła na ziemię. Pierwszy dopadł jej gracz Tigers a wszystko 8-7 jardów od pola punktowego gości. Kibice powitali gromkimi brawami wbiegającą na murawę najbardziej efektywną ofensywę w lidze.
189 punktów zdobytych w trzech meczach, Maciej Ginalski jako running back z 7 przyłożeniami na koncie, do endzone przeciwnika 8-7 jardów, cztery próby na koncie. Czy coś mogło uchronić Rycerzy przed stratą punktów?! Odpowiedź brzmi TAK- emocje, presja rozentuzjazmowanego tłumu powoli cieszącego się z przyłożenia. Posłuchajcie…
Gwizdek sędziego, zawodnicy ustawiają się na LOS, komenda i ruszyli. Filip Mościcki odwraca się i oddaje piłkę do Ginalskiego robi to jednak na tyle nieprecyzyjnie, że ten nie może opanować futbolówki. Podbija ją jeszcze kilka razy nim ta ostatecznie upada na ziemię. Rzuca się na nią kilku graczy Tigers jednak szybszy jest zawodnik w białej koszulce. W wyniku błędu piłkę przejmują Rycerze. Na trybunach konsternacja i brawa garstki sympatyków Knights. Jednak po chwili powtarza się scenariusz z pierwszego drive. Znów na wysokości zadania staje obrona gospodarzy. Tym razem Kozub nie popełnia błędu i piłka leci daleko w stronę endzone rywala. Krótki bieg powrotny Łabuza i Tigers z piłką na 40 jardzie własnej połowy. Gdy ofensywa wychodzi na boisko kibice są lekko poddenerwowani. Jak będzie tym razem- czy znów głupi błąd doprowadzi do utraty piłki?
Nie tym razem. Wreszcie fani zobaczyli swoich pupili szybkich, pewnych siebie, zdeterminowanych i przede wszystkim skutecznych. Mościcki postawił na korpus RB i się nie zawiódł. Ginalski i Łabuz podprowadzili zespół ostatecznie blisko pola punktowego gości by zadać cios, na który wszyscy czekali z niecierpliwością. Jako pierwszy na listę punktujących wpisał się Artur Rozpędzik, który biegiem przez środek wdarł się w pole punktowe Knights i wyprowadził Tigers na prowadzenie. Plan choć z opóźnieniem był realizowany.
Chyba nikt na stadionie nie spodziewał się takiej odpowiedzi Rycerzy. W trzeciej próbie i sporej ilości jardów do pokonania Wojciech Drąg postanowił poszukać szczęścia w długim podaniu. Wcześniej grał dołem choć nieskutecznie gdy idzie o zdobywanie terenu – z drugiej jednak strony rewelacyjnie uśpił czujność DB i Safety Tigers. Trzy kroki w swój backfield i długi rzut na prawą stronę. Tam bez żadnych problemów powietrzną walkę o piłkę wygrał Piotr Kozub i Knights przesunęli się o ponad 40 jardów. Wśród gospodarzy zrobiło się nerwowo. Drąg wrócił znów do gry na running backów. Jard po jardzie Rycerze przesuwali się w stronę pola punktowego gospodarzy. Gdy brakowało ich jedenaście Drąg znów postanowił zaskoczyć podaniem. Znów celem był Piotr Kozub i znów udało się złapać piłkę… w endzone. Pod drugiej stronie boiska nieopisana radość. Zawodnicy Knights wpadali sobie w ramiona a Kozuba pokryła góra ludzkich ciał w białych koszulkach. Gdy udało się zdobyć podwyższenie za dwa punkty (wcześniej to samo zrobili gospodarze) mecz rozpoczął się na nowo.
Kubeł zimnej wody wylanej na rozpalone od słońca i przede wszystkim emocji głowy Tigers podziałał skutecznie. Od drugiej kwarty koncertową grą popisywała się już tylko drużyna gospodarzy, która zdobywała punkty niemal w każdym drivie a w obronie nie pozwoliła już praktycznie na nic przeciwnikowi.

Czyżby Golden Boys drugiej ligi?
Początek pierwszej kwarty w wykonaniu gospodarzy wprawił mnie w lekkie zakłopotanie. Podobnie jak reszta kibiców sądziłem, że przejęcie piłki tak blisko endzone rywala wręcz zmusza do zdobycia przyłożenia. Tygrysy popełniły błąd- ręka rozgrywającego była ułożono inaczej niż na treningach a RB pobiegł o kilka centymetrów inną trasą niż dzień wcześniej- efekt zgubiona piłka i zasmucone twarze fanów- nie na długo. Zakłopotanie i lekkie niedowierzanie szybko jednak zniknęły gdy przypomniałem sobie jeszcze gorsze wpadki u znacznie lepszych drużyn. Futbol to jednak gra błędów a wygrywa ten kto…
Nerwy co zresztą zrozumiałe w meczu derbowym, na który w Krakowie czekano trzy lata, towarzyszyły gospodarzom i dały o sobie znać właśnie w pierwszym drivie. Potem pokazali żelazną dyscyplinę i konsekwencję. Gra do końca meczu było poukładana i spokojna. Plan ułożony w głowie Truszkowskiego i ofensywnego koordynatora Pawła Rusina, który zrobił z Tigers maszynkę do zdobywania punktów udało się zrealizować w 100 procentach. Zwycięstwo jest na tyle okazałe, że nikt nie może podważyć supremacji Tigers w Krakowie a szerzej w województwie małopolskim. Specjalnie na tę okazję przygotowany puchar, ufundowany przez konsulat USA, trafił do rąk Tygrysów. To oni jako pierwsi będą mogli wygrawerować na specjalnie przygotowanej powierzchni datę i miejsce swojego historycznego zwycięstwa. Kiedy dojdzie do rewanżu?! I czy wogóle do niego dojdzie?!
Odwrócenie ról
Bartek Zbroja powtarzał, że woli poczekać i zdobyć doświadczenie aniżeli wystartować w lidze i przegrywać mecz za meczem (patrz Tigers przez dwa sezony PLFA I). Jego taktyka się sprawdziła w roku ubiegłym. Zajęcie trzeciego miejsca i otarcie się o wielki finał PLFA II było sporym sukcesem. Ten rok jednak to pasmo niepowodzeń a porażka w trzecim kolejnym meczu poważnie zmiejszyła szansę na awans do kolejnej rundy. Fakt Rycerze w swoich pierwszych meczach spotkali się z najsilniejszymi rywalami. W wywiadzie przed derbami sam Zbroja stwierdził, że jego zespół "przespał" okres przedsezonowy. Kłody pod nogi więc rzucają sobie sami Rycerze. W derbach gracze z Nowej Huty nie zagrali słabo. W przeciwieństwie do spotkania ze Steelers nie dali się zdominować w pierwszych minutach. Ba wprowadzili sporą konsternację wśród graczy i kibiców Tigers po zdobyciu przyłożenia. Pomimo wąskiej kadry walczyli dzielnie i zacięcie do końca- tylko dział zabrakło!
Marcin Żółty byłby solidną alternatywą do podań Drąga, które w niedzielę wychodziły rozgrywającemu Knights jak nigdy wcześniej. Samymi passami nie da się jednak wygrać meczu! Żółtego nie było a przynajmniej był niewidoczny w derbach Krakowa. Na RB grali Sobczyk, Bezwierchny czy Kania a nie etatowy running back Rycerzy. Dlaczego? Kontuzja a może kłótnia po bolesnych porażkach na początku sezonu? Na to pytanie niestety nie mam odpowiedzi. Za dwa tygodnie mecz z Lions. Spotkanie ostatniej szansy?!
Nowa derbowa jakość
Oprócz samych zawodników Tigers zwycięzcami są również kibice. Z tą różnicą, że wygrały obie strony. W przeciwieństwie do innych dyscyplin sportu choć ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej udało się pokazać Polsce i Krakowowi, że derby mogą rodzić również pozytywne emocje. Lansowane hasło meczu FA jako rodzinnego pikniku w pełni zostało zrealizowane na pierwszych derbach grodu Kraka. Tylko fala czasami słabo wychodziła ale nad tym można popracować w przyszłości!
Akcja meczu wg. sportowca






MaserTiger: Ciekawie było na boisku, ale również na trybunach panowała gorąca atmosfera.















Czerwiec 30th, 2009 at 11:51 am
No, to widzę, że fajny meczyk w Krakowie był, niestety nie miałem szans się na nim zjawić. 12 lipca zapowiada się jak dzień prawdy dla kilku zespołów dywizji południowej:
-Scyzory – Warriors
-Knights – Lions
Zawsze lubię sobie trzymać kciuki za niespodzianki i dlatego teraz chciałbym Lions zobaczyć w postseason…
Czerwiec 30th, 2009 at 7:29 pm
A co z relacją meczu Silesia – Husaria, o dwóch spotkaniach z 2 ligi relacja jest dość obszerna, lecz nie widzę opisu najważniejszego meczu kolejki
Lipiec 1st, 2009 at 8:48 am
Hehe, na mecz pierwszoligowy zabrakło komentatorów
Lipiec 1st, 2009 at 11:28 am
Jeśli chodzi o tą “Akcje meczu wg. sportowca” to jestem ciekaw gdzie byli w tym czasie gracze Knights? Na frytkach?
Lipiec 1st, 2009 at 3:16 pm
Kolega z numerem 18, który ten TD zdobył, jest szybszy od Forresta Gumpa, więc możecie Knightsom wybaczyć
Lipiec 1st, 2009 at 3:55 pm
To fakt – szybka bestia. Ale zobacz ilu Tigersów przedarło się przez obronę. Mówię Ci Knights byli na frytkach
Lipiec 1st, 2009 at 4:54 pm
To był Kick-off return
Lipiec 2nd, 2009 at 10:18 am
Jak tam zdrowie Macieja Turzańskiego? Widziałem, że nieźle był poobijany, bark, kolano. Co z nim?